To wszystko było dla mnie niezwykle trudne. Nie pomagał mi w tym związek Thomasa i Aryi. Tom ewidentnie miał mnie gdzieś, a ja - choć oczywiście trochę tym przygnębiona - byłam wściekła. Nie obchodził ich Jake, zajmowali się tylko sobą.
Arya poprosiła o odpoczynek. Zaciągnęłam zęby, bo w ogóle się nie namęczyła. Postanowiłam ich zostawić i poszukać Jake'a na własną rękę.
Powiedziałam im, że pójdę załatwić potrzebę. Zaczęli szybko kiwać głowami, a gdy tylko oddaliłam się parę metrów, usłyszałam chichoty. Bleh. Puszczę pawia.
Wyciągnęłam z kieszeni mapę, którą po kryjomu wzięłam Thomasowi. Tak to jest - gdy jest się zakochanym, traci się czujność. Tak, to była ta sama mapa, która pokazała nam wiadomość od Pana. Po jej przeczytaniu znów rozproszyła się na kilkadziesiąt małych kawałeczków, by po chwili z powrotem stać się mapą.
Wyprostowałam ją i spróbowałam zorientować się, gdzie mniej więcej jesteśmy. Około pięciu kilometrów od miejsca gdzie zniknął Jake. Nasz stary obóz nie był bogaty we wskazówki, więc po prostu szukaliśmy na oślep.
Wyprostowałam ją i spróbowałam zorientować się, gdzie mniej więcej jesteśmy. Około pięciu kilometrów od miejsca gdzie zniknął Jake. Nasz stary obóz nie był bogaty we wskazówki, więc po prostu szukaliśmy na oślep.
- Gdybym była porywaczem albo uciekinierem, gdzie szukałabym dla siebie miejsca? - spytałam samą siebie.
Przy wodospadzie. Cholera, jak mogliśmy być tacy głupi? Pewnie mieliśmy go pod samym nosem. Jak jednak dostać się do wodospadu, skoro znajduje się po drugiej stronie mapy?
Jeżeli moje magiczne zdolności naprawdę istnieją, mogłyby się na coś wreszcie przydać!
Wysilałam się. Wyobraziłam sobie wodospad, trzask wody o kamienie, szelest trawy pod naciskiem sarnich kopyt, śpiew ptaków myjących się w wodzie.
Nic. Westchnęłam zrezygnowana. Nie wiem, co sobie wyobrażałam. Że teleportuję się jak w Harrym Potterze? Idiotka ze mnie.
Nagle coś ścisnęło mój żołądek. Poczułam tysiące małych igieł wbijających mi się w klatkę piersiową. Musiałam wstrzymać oddech, a potem... Ogarnęła mnie nieprzenikniona ciemność. Na jej końcu znajdowało się małe, zielone światełko. Wszystkie moje siły skupiłam na dojściu tam. Krok za krokiem, mimo że moje nogi były jak z ołowiu.
Gdy moja ręka dosięgnęła światła... poczułam jak plecami uderzam o wilgotną ziemię.
Na chwilę zabrakło mi tchu. Walczyłam z oddechem, a gdy odniosłam zwycięstwo zachwycona zdałam sobie sprawę, że leżę nad wodospadem.
Pewnie w normalnych warunkach krzyknęłabym ze szczęścia, ale nie wiedziałam co mnie czeka. Za około godzinę wodospad miał zmienić miejsce, więc musiałam się pospieszyć.
Nagle wielki huk spłoszył sarny.
Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła, gdy zauważyłam wyłaniającego się ze skalnej ściany Jake'a. Dosłownie. Zmarszczyłam brwi, kiedy zauważyłam sunący się za nim cień. Tak czarny, że wyglądał prawie materialnie...
Szybko schowałam się za skalną półką, na której zazwyczaj przesiadywały ptaki. Jake wraz z cieniem podeszli bliżej mnie.
- Zrobiłem co kazałeś! - wymamrotał wyczerpanym głosem.
Czekałam na jakąkolwiek odpowiedź, jednak niczego nie dosłyszałam.
- Sam nie wiem gdzie oni są, a co dopiero Pan... - mruknął znowu.
Rozmawia sam ze sobą? Niedobrze z nim.
- Posłuchaj, to nie mnie chciałeś. Odejdę, a ty wymyślisz nowy plan.
Nagle Jake krzyknął. Postanowiłam wyjrzeć zza skalnej półki. Cień pochylał się nad Jake'iem i tak jakby zaciskał dłonie na jego szyi. Musiałam naprawdę mocno się powstrzymywać, żeby nie pomóc Jake'owi. Wiedziałam, że trzeba być ostrożnym. Cień wyglądał na coś czarnomagicznego, a ja nie mogłam ryzykować narażenia się na klątwę albo coś jeszcze gorszego...
W końcu cień gwałtownie odchylił się do tyłu, zwalniając uścisk szyi Jake'a. Chłopak zaczął kaszleć, a na jego dekolcie pojawiły się czarne siniaki. Poczułam się naprawdę nieswojo.
Nagle cień odwrócił się w moją stronę. Szybko przywarłam plecami do mojej osłony, ale było już za późno...
W jednej chwili zostałam szarpnięta do przodu tak mocno, że przez chwilę bałam się o złamanie czegoś. Wylądowałam na ziemi, twarzą prawie przy butach Jake'a.
- Raven?! - wykrzyknął zszokowany.
Podniosłam się, a właściwie cień poderwał mnie do góry i wykręcił ręce. Czułam jego przerażająco zimny dotyk dłoni.
Popełniliście błąd wyruszając w tę podróż usłyszałam potężny i niski głos w mojej głowie.
Brzmiał przerażająco i sprawił, że przeszły mnie ciarki. Przynajmniej teraz miałam pewność, że Jake nie zwariował: cień potrafił porozumiewać się telepatycznie. Kim, a właściwie czym on był? Duchem? Widmem? Pomyślałam wściekła, że w Akademii uczyli nas wszystkiego tylko nie tego, jak walczyć z niematerialnym wrogiem.
- Czym ty w ogóle jesteś? - zapytałam zirytowana.
Widmem przeszłości, potwornych czynów i koszmarów. Stworzył mnie Pan, żebym strzegł tego przeklętego miejsca. Niestety zapomniał, że takich jak ja nie można kontrolować warknął.
Znów przeszły mnie ciarki, ale tym razem spróbowałam udać, że jego głos nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia. Zerknęłam na Jake'a. Wpatrywał się we mnie intensywnie, jakby gorąco nad czymś myślał. Pewnie szukał sposobu ucieczki... Czy wcześniej próbował uciec? Jeśli tak, to znaczy że musiało być to niezwykle trudne...
- Po co tu przyszłaś? - spytał oschle Jake.
Poczułam wyrzuty sumienia. W pewnym sensie go porzuciliśmy i wróciliśmy do poszukiwań dopiero gdy nie mieliśmy innego wyjścia. Powtarzałam jednak sobie, że przynajmniej wciąż o nim myślałam i bałam się, że naprawdę nie żyje.
- Możemy dojść do Pana tylko w komplecie... No i... brakowało mi ciebie - mruknęłam spuszczając wzrok.
Ciche mruknięcie Jake'a oznaczało, że wciąż się wściekał. Potrafiłam go jednak zrozumieć.
Za 20 minut wodospad zmieni swoje położenie. Na chwilę was zostawię, ale nie łudźcie się, że uciekniecie tym razem głos był znacznie głośniejszy i potężniejszy.
Nagle lodowaty dotyk dłoni cienia zniknął. Odetchnęłam z ulgą.
- Pośpieszmy się - zawołałam do Jake'a i zaczęłam iść na przód.
- Raven, zaczekaj, to nie ma sensu...
Nagle uderzyłam w cienką barierę i odrzuciło mnie do tyłu, prawie wrzucając mnie do wody. Zszokowana wstałam i zobaczyłam rosnącą ilość czerwonych, piekących bąbli na moich dłoniach. Faktycznie, nie mieliśmy możliwości ucieczki.
Wściekła kopnęłam leżący nieopodal kamień, który jednak też odbił się od niewidzialnej bariery i wylądował u moich stóp. Uniosłam brwi. Cień władał naprawdę potężną mocą, skoro potrafił zrobić coś takiego w kilka sekund. Jakim cudem mieliśmy więc się stąd wydostać?!
- To normalne, już kilka razy próbowałem mu zwiać - wyjaśnił Jake, który stanął obok mnie.
- Czyli nie możemy nic zrobić? - spytałam zirytowana.
Pokręcił przecząco głową. Nienawidziłam uczucia bezsilności. Mamy tu siedzieć i czekać?
Wściekła zaczęłam chodzić w tę i we w tę, ale to ani trochę nie pomagało. Chyba musiałam wyglądać naprawdę żałośnie, bo w końcu Jake powiedział:
- Raven, to nie ma sensu. Fajnie, że po mnie przyszłaś, pewnie Srajra i Thomaś się teraz gdzieś obściskują... Miejmy nadzieję, że znajdą jakiś sposób żeby w dwójkę odnaleźć Pana. My musimy pogodzić się z porażką.
- Ale to nie ma sensu! Po to tyle szliśmy, po to walczyliśmy z potworami i dzikimi, żeby teraz...
- To znajdź coś co pomoże nam stąd wyjść! Zaraz wróci cień, a wtedy zrozumiesz, że trzeba się poddać - powiedział ponurym głosem.
Prychnęłam pod nosem, ale niestety miał rację. Chyba powinnam się z tym pogodzić.
Usiadłam na ziemi i zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, że podczas gdy my powoli godzimy się z naszym końcem, Thomas i Arya przechodzą do namiotu, aby.. bleh... ygh. Stop.
Obok mnie usiadł Jake. Zanim się obejrzałam, objął mnie ramieniem. Westchnęłam cicho i położyłam mu głowę na ramieniu. Miałam nadzieję, że Tom zorientuje się, że coś złego się stało i postanowi spróbować jakoś dotrzeć do Pana.
- Raven... jeśli to się źle skończy, chcę żebyś wiedziała .... - zaczął niepewnie Jake.
- Wiem. Ja też - uśmiechnęłam się słabo.
Złapałam go za rękę i mocno ścisnęłam. Odwzajemnił uścisk dłoni.
Raven
Podskoczyłam, gdy usłyszałam cichy i słaby głos, wybrzmiewający w mojej głowie. Jake spojrzał na mnie pytająco. Nasłuchiwałam na kolejne słowo, ale gdy nic nie nastąpiłam, postanowiłam udawać, że tylko mi się zdawało.
Słyszysz mnie?!
Teraz już miałam pewność, że był to głos Thomasa. Jakim cudem rozmawia ze mną telepatycznie?!
Thomas? Co ty do cholery robisz w mojej głowie?!
Gdzie jesteś?!
Nad wodospadem, jakieś dziwne... coś uwięziło nas tutaj.
Super... Dobra, zaraz tam będziemy.
Thomas, wodospad zaraz się przeniesie, więc macie mało czasu.
Wiem.
Poczułam, że nasze połączenie zostało zerwane. Teraz mogliśmy liczyć tylko na nich. Wątpiłam czy im się uda, ale przynajmniej rozbudzili we mnie trochę nadziei.
- Raven...? Twoje oczy przed chwilą były.. niebieskie - powiedział Jake.
Wyjaśniłam mu szybko co się stało. Przez cały czas patrzył na mnie podejrzliwie, ale chyba postanowił mi zaufać.
Siedzieliśmy bezczynnie i czekaliśmy. W sumie obojętne nam było, czy pojawi się cień, czy też Thomas i Arya. Chcieliśmy po prostu wiedzieć, na czym stoimy.
Nagle usłyszeliśmy wzburzony głos Aryi. Wyraźnie słyszałam słowa:
- ... moglibyśmy ich po prostu zostawić!
Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Jake'm ale ulżyło mi, że zdążyli na czas. Może nie wszystko jest jeszcze skończone?
Gdy pojawili się przy nas i przy naszej barierze, poderwaliśmy się odruchowo z ziemi. Uśmiechnęłam się szeroko do Jake'a, ten jednak tego nie odwzajemnił. Po chwili zobaczyłam, dlaczego: za nami znów pojawił się cień.
Spojrzałam na twarze Thomasa i Aryi. Patrzyli zszokowani na tajemniczą postać cienia. Pewnie moja mina też taka była.
Witam was podróżnicy, więc jesteście wszyscy w komplecie zaśmiał się szyderczo.
Arya i Thomas lekko podskoczyli. Spojrzeli na nas przerażeni. Witajcie w raju!
Z racji tego, że za życia kochałem gry zespołowe, dziś zrobimy coś podobnego. Wypuszczę jednego z waszych przyjaciół
Odetchnęłam z ulgą. Więc pół sukcesu już jest! Może jednak nie był takim potworem na jakiego... wyglądał. Coś podpowiadało mi jednak, że to się dobrze nie skończy.
Usłyszałam cichy dźwięk, taki, gdy uderzamy czymś o metal. Instynktownie poczułam, że niewidzialna bariera zniknęła. Spojrzałam zdziwiona na Jake'a.
Jednak druga osoba będzie musiała się poświęcić... dodając mi trochę sił witalnych, dzięki którym uda mi się uciec spod władzy Pana... A dzięki temu nie będziecie musieli dojść do niego w czwórkę, a w trójkę. Proste? Proste. To wy wybieracie, czy zginie młoda czarownica, czy młody wojownik zarechotał.
Cholera cholera cholera... Szybko jednak się uspokoiłam, moje tętno zmalało. Poczułam, że po to w ogóle żyję: to był mój cel. Złapałam za rękę Jake'a, przesyłając mu informację: to ty idziesz dalej. Dla mnie to już koniec drogi.
- Arya, proszę - wyszeptałam cicho.
Szybko zrozumiała i zaczęła wyciągać swój łuk.
- Nie, Raven, nie zgadzam się! - krzyknął Jake.
- To jedyne słuszne wyjście... czuję to - odpowiedziałam cicho.
Patrzył na mnie jak na wariatkę, a ja naprawdę czułam się bardzo odprężona i spokojna. Spojrzałam na Thomasa. Stał z lekko otwartą buzią i wpatrywał się we mnie z podobnym wyrazem twarzy jak Jake. Arya nałożyła strzałę na cięciwę.
- Chyba sobie robicie jaja! - wrzasnął Thomas.
Spojrzałam na niego z rozrzewnieniem. Będzie mi go brakowało, zresztą, tak jak wszystkich. Nawet Aryi...
Cień zamarł w oczekiwaniu. Chyba to wszystko sprawiało mu wielką przyjemność.
- Zwariowaliście?! Jesteście chorzy! - krzyczał dalej Thomas.
- Raven, proszę. To powinienem być ja. Jestem bezużyteczny - westchnął Jake.
- Wcale nie jesteś... Bez ciebie byłoby nam ciężko, błagam, musisz to dla mnie zrobić - prosiłam, wciąż tym samym, beznamiętnym tonem.
Arya napięła cięciwę i spojrzała na mnie: przez chwilę widziałam w jej oczach coś drapieżnego, tak jakbym była tarczą, albo zwierzęciem do upolowania. Szybko jednak zastąpiła to smutkiem i skupieniem.
- Żegnaj Raven.
- Nie, Arya, celuj we mnie, błagam...
- Ogarnijcie się wszyscy do cholery!
Zamknęłam oczy i uniosłam lekko głowę, wciąż trzymając Jake'a za rękę. Cień roztaczał paraliżujący chłód, ale już go nie czułam. Czułam jedynie opiekę Izydy. Była ze mnie dumna i to w tamtej chwili wydawało mi się najważniejsze.
Nagle świst powietrza minął moją twarz o kilka centymetrów. Otworzyłam zszokowana oczy i... zobaczyłam wbity miecz w klatkę piersiową Jake'a.
Mój wrzask spłoszył sarny.
- Raven?! - wykrzyknął zszokowany.
Podniosłam się, a właściwie cień poderwał mnie do góry i wykręcił ręce. Czułam jego przerażająco zimny dotyk dłoni.
Popełniliście błąd wyruszając w tę podróż usłyszałam potężny i niski głos w mojej głowie.
Brzmiał przerażająco i sprawił, że przeszły mnie ciarki. Przynajmniej teraz miałam pewność, że Jake nie zwariował: cień potrafił porozumiewać się telepatycznie. Kim, a właściwie czym on był? Duchem? Widmem? Pomyślałam wściekła, że w Akademii uczyli nas wszystkiego tylko nie tego, jak walczyć z niematerialnym wrogiem.
- Czym ty w ogóle jesteś? - zapytałam zirytowana.
Widmem przeszłości, potwornych czynów i koszmarów. Stworzył mnie Pan, żebym strzegł tego przeklętego miejsca. Niestety zapomniał, że takich jak ja nie można kontrolować warknął.
Znów przeszły mnie ciarki, ale tym razem spróbowałam udać, że jego głos nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia. Zerknęłam na Jake'a. Wpatrywał się we mnie intensywnie, jakby gorąco nad czymś myślał. Pewnie szukał sposobu ucieczki... Czy wcześniej próbował uciec? Jeśli tak, to znaczy że musiało być to niezwykle trudne...
- Po co tu przyszłaś? - spytał oschle Jake.
Poczułam wyrzuty sumienia. W pewnym sensie go porzuciliśmy i wróciliśmy do poszukiwań dopiero gdy nie mieliśmy innego wyjścia. Powtarzałam jednak sobie, że przynajmniej wciąż o nim myślałam i bałam się, że naprawdę nie żyje.
- Możemy dojść do Pana tylko w komplecie... No i... brakowało mi ciebie - mruknęłam spuszczając wzrok.
Ciche mruknięcie Jake'a oznaczało, że wciąż się wściekał. Potrafiłam go jednak zrozumieć.
Za 20 minut wodospad zmieni swoje położenie. Na chwilę was zostawię, ale nie łudźcie się, że uciekniecie tym razem głos był znacznie głośniejszy i potężniejszy.
Nagle lodowaty dotyk dłoni cienia zniknął. Odetchnęłam z ulgą.
- Pośpieszmy się - zawołałam do Jake'a i zaczęłam iść na przód.
- Raven, zaczekaj, to nie ma sensu...
Nagle uderzyłam w cienką barierę i odrzuciło mnie do tyłu, prawie wrzucając mnie do wody. Zszokowana wstałam i zobaczyłam rosnącą ilość czerwonych, piekących bąbli na moich dłoniach. Faktycznie, nie mieliśmy możliwości ucieczki.
Wściekła kopnęłam leżący nieopodal kamień, który jednak też odbił się od niewidzialnej bariery i wylądował u moich stóp. Uniosłam brwi. Cień władał naprawdę potężną mocą, skoro potrafił zrobić coś takiego w kilka sekund. Jakim cudem mieliśmy więc się stąd wydostać?!
- To normalne, już kilka razy próbowałem mu zwiać - wyjaśnił Jake, który stanął obok mnie.
- Czyli nie możemy nic zrobić? - spytałam zirytowana.
Pokręcił przecząco głową. Nienawidziłam uczucia bezsilności. Mamy tu siedzieć i czekać?
Wściekła zaczęłam chodzić w tę i we w tę, ale to ani trochę nie pomagało. Chyba musiałam wyglądać naprawdę żałośnie, bo w końcu Jake powiedział:
- Raven, to nie ma sensu. Fajnie, że po mnie przyszłaś, pewnie Srajra i Thomaś się teraz gdzieś obściskują... Miejmy nadzieję, że znajdą jakiś sposób żeby w dwójkę odnaleźć Pana. My musimy pogodzić się z porażką.
- Ale to nie ma sensu! Po to tyle szliśmy, po to walczyliśmy z potworami i dzikimi, żeby teraz...
- To znajdź coś co pomoże nam stąd wyjść! Zaraz wróci cień, a wtedy zrozumiesz, że trzeba się poddać - powiedział ponurym głosem.
Prychnęłam pod nosem, ale niestety miał rację. Chyba powinnam się z tym pogodzić.
Usiadłam na ziemi i zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, że podczas gdy my powoli godzimy się z naszym końcem, Thomas i Arya przechodzą do namiotu, aby.. bleh... ygh. Stop.
Obok mnie usiadł Jake. Zanim się obejrzałam, objął mnie ramieniem. Westchnęłam cicho i położyłam mu głowę na ramieniu. Miałam nadzieję, że Tom zorientuje się, że coś złego się stało i postanowi spróbować jakoś dotrzeć do Pana.
- Raven... jeśli to się źle skończy, chcę żebyś wiedziała .... - zaczął niepewnie Jake.
- Wiem. Ja też - uśmiechnęłam się słabo.
Złapałam go za rękę i mocno ścisnęłam. Odwzajemnił uścisk dłoni.
Raven
Podskoczyłam, gdy usłyszałam cichy i słaby głos, wybrzmiewający w mojej głowie. Jake spojrzał na mnie pytająco. Nasłuchiwałam na kolejne słowo, ale gdy nic nie nastąpiłam, postanowiłam udawać, że tylko mi się zdawało.
Słyszysz mnie?!
Teraz już miałam pewność, że był to głos Thomasa. Jakim cudem rozmawia ze mną telepatycznie?!
Thomas? Co ty do cholery robisz w mojej głowie?!
Gdzie jesteś?!
Nad wodospadem, jakieś dziwne... coś uwięziło nas tutaj.
Super... Dobra, zaraz tam będziemy.
Thomas, wodospad zaraz się przeniesie, więc macie mało czasu.
Wiem.
Poczułam, że nasze połączenie zostało zerwane. Teraz mogliśmy liczyć tylko na nich. Wątpiłam czy im się uda, ale przynajmniej rozbudzili we mnie trochę nadziei.
- Raven...? Twoje oczy przed chwilą były.. niebieskie - powiedział Jake.
Wyjaśniłam mu szybko co się stało. Przez cały czas patrzył na mnie podejrzliwie, ale chyba postanowił mi zaufać.
Siedzieliśmy bezczynnie i czekaliśmy. W sumie obojętne nam było, czy pojawi się cień, czy też Thomas i Arya. Chcieliśmy po prostu wiedzieć, na czym stoimy.
Nagle usłyszeliśmy wzburzony głos Aryi. Wyraźnie słyszałam słowa:
- ... moglibyśmy ich po prostu zostawić!
Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Jake'm ale ulżyło mi, że zdążyli na czas. Może nie wszystko jest jeszcze skończone?
Gdy pojawili się przy nas i przy naszej barierze, poderwaliśmy się odruchowo z ziemi. Uśmiechnęłam się szeroko do Jake'a, ten jednak tego nie odwzajemnił. Po chwili zobaczyłam, dlaczego: za nami znów pojawił się cień.
Spojrzałam na twarze Thomasa i Aryi. Patrzyli zszokowani na tajemniczą postać cienia. Pewnie moja mina też taka była.
Witam was podróżnicy, więc jesteście wszyscy w komplecie zaśmiał się szyderczo.
Arya i Thomas lekko podskoczyli. Spojrzeli na nas przerażeni. Witajcie w raju!
Z racji tego, że za życia kochałem gry zespołowe, dziś zrobimy coś podobnego. Wypuszczę jednego z waszych przyjaciół
Odetchnęłam z ulgą. Więc pół sukcesu już jest! Może jednak nie był takim potworem na jakiego... wyglądał. Coś podpowiadało mi jednak, że to się dobrze nie skończy.
Usłyszałam cichy dźwięk, taki, gdy uderzamy czymś o metal. Instynktownie poczułam, że niewidzialna bariera zniknęła. Spojrzałam zdziwiona na Jake'a.
Jednak druga osoba będzie musiała się poświęcić... dodając mi trochę sił witalnych, dzięki którym uda mi się uciec spod władzy Pana... A dzięki temu nie będziecie musieli dojść do niego w czwórkę, a w trójkę. Proste? Proste. To wy wybieracie, czy zginie młoda czarownica, czy młody wojownik zarechotał.
Cholera cholera cholera... Szybko jednak się uspokoiłam, moje tętno zmalało. Poczułam, że po to w ogóle żyję: to był mój cel. Złapałam za rękę Jake'a, przesyłając mu informację: to ty idziesz dalej. Dla mnie to już koniec drogi.
- Arya, proszę - wyszeptałam cicho.
Szybko zrozumiała i zaczęła wyciągać swój łuk.
- Nie, Raven, nie zgadzam się! - krzyknął Jake.
- To jedyne słuszne wyjście... czuję to - odpowiedziałam cicho.
Patrzył na mnie jak na wariatkę, a ja naprawdę czułam się bardzo odprężona i spokojna. Spojrzałam na Thomasa. Stał z lekko otwartą buzią i wpatrywał się we mnie z podobnym wyrazem twarzy jak Jake. Arya nałożyła strzałę na cięciwę.
- Chyba sobie robicie jaja! - wrzasnął Thomas.
Spojrzałam na niego z rozrzewnieniem. Będzie mi go brakowało, zresztą, tak jak wszystkich. Nawet Aryi...
Cień zamarł w oczekiwaniu. Chyba to wszystko sprawiało mu wielką przyjemność.
- Zwariowaliście?! Jesteście chorzy! - krzyczał dalej Thomas.
- Raven, proszę. To powinienem być ja. Jestem bezużyteczny - westchnął Jake.
- Wcale nie jesteś... Bez ciebie byłoby nam ciężko, błagam, musisz to dla mnie zrobić - prosiłam, wciąż tym samym, beznamiętnym tonem.
Arya napięła cięciwę i spojrzała na mnie: przez chwilę widziałam w jej oczach coś drapieżnego, tak jakbym była tarczą, albo zwierzęciem do upolowania. Szybko jednak zastąpiła to smutkiem i skupieniem.
- Żegnaj Raven.
- Nie, Arya, celuj we mnie, błagam...
- Ogarnijcie się wszyscy do cholery!
Zamknęłam oczy i uniosłam lekko głowę, wciąż trzymając Jake'a za rękę. Cień roztaczał paraliżujący chłód, ale już go nie czułam. Czułam jedynie opiekę Izydy. Była ze mnie dumna i to w tamtej chwili wydawało mi się najważniejsze.
Nagle świst powietrza minął moją twarz o kilka centymetrów. Otworzyłam zszokowana oczy i... zobaczyłam wbity miecz w klatkę piersiową Jake'a.
Mój wrzask spłoszył sarny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz