poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział 16: Czerń

- Cholera Raven, rusz się - usłyszałam wściekły syk Thomasa.
Przewróciłam oczami. Odkąd zobaczył swoją siostrę, Victorię, wciąż łatwo się irytował, wybuchał w niespodziewanych momentach. Z jednej strony dobrze go rozumiałam, w końcu musiał być to dla niego szok: zobaczyć swoją dawno nie widzianą siostrę, która przeszła na stronę Pana... Przecież to samo czułam, gdy widziałam Isabelle, jednak... potrafiłam zostawić to za sobą. Thomas niezwykle długo to rozpamiętywał i mimo, że  w głębi serca próbowałam to zrozumieć, to... sprawiało, że czułam się coraz gorzej w jego towarzystwie. W dodatku moje dziwne wizje, które powtarzały się kilkakrotnie odkąd zobaczyłam je po raz pierwszy. Thomas, w szale walki, przeprowadzający koszmarną rzeź. To nie było jednak wszystko. Widziałam również... siebie. Górującą nad całą walką, z oczu tryskały zielone płomienie. Starałam się o tym zapomnieć. Mieliśmy mało wolnego czasu. Większość dni spędzaliśmy na wędrówce, podczas której nie myślałam o niczym innym, jak o tym by przejść kolejny metr i kolejny... Udało nam się przejść Las Maratoński i od kilku dni maszerowaliśmy przez doliny pełne rzek i jezior. Wreszcie mogliśmy się wysypiać i oddychać rześkim powietrzem. No, i nie musieliśmy co chwila walczyć z dzikimi. Na razie Kraina Jezior wydawała nam się rajem i bezpieczną przystanią. Każde z nas jednak w głębi duszy czekało czujnie na ujawnienie się wroga.
Doszliśmy do w miarę równego terenu przy małym strumyku, pewnie prowadzącym do rzeki. Postanowiliśmy, że to tu rozbijemy obóz. I tak za godzinę miało zajść całkowicie słońce, a szliśmy bez przerwy od kilku godzin. Należał nam się odpoczynek.
Chłopcy zajęli się rozbijaniem namiotów, a ja z Aryą rozbiłyśmy ognisko i zaczęłyśmy przygotowywać skromną kolację: wymyśliłyśmy wspólnie zupę z suszonych owoców i kawałków chleba. Nie smakowała tak źle jak brzmi.
- Raven... Muszę cię o coś spytać - zaczęła cichym głosem Arya.
Spojrzałam na nią znad małego garnuszka na zupę. Odruchowo zerknęłam na chłopaków. Znajdowali się w bezpiecznej odległości, i wciąż zajmowali się namiotem. Miałyśmy więc czas na szybką rozmowę.
Kiwnęłam głową zachęcająco.
- Czy... między tobą a Thomasem kiedyś coś było? Zależy mi na nim, dobrze nam się rozmawia i w tej całej dziwnej sytuacji czuję, że bez niego nie dałabym sobie rady. Ale nie wiem czy... on czuje to samo do mnie. Widzę w jaki sposób z tobą rozmawia, jakbyście wiele razem przeszli. Szczerze się śmieje. Szczerze złości. Ze mną jest inaczej, widać jakiś dystans, nie ufa mi - spuściła głowę
- Arya, skoro zachowuje dystans to znaczy że mu zależy. Daj mu trochę czasu. Między nami... - urwałam żeby się zastanowić - nic nie było. O to się naprawdę nie martw.
Zręczne kłamstwo. Dlaczego jednak czułam, że to prawda?
Chłopaki wreszcie przyszli na kolację. Jedliśmy w milczeniu, czasem wymieniając szybkie uwagi dotyczące naszych planów na jutrzejszy dzień. Zgodnie stwierdziliśmy, że w Krainie Jezior muszą mieszkać jakieś zwierzęta, skoro jest tu tyle zbiorników wodnych i trawy. Każde z nas tęskniło za świeżym mięsem...
Zanim weszliśmy do namiotów, Thomas napełnił nasze bukłaki świeżą wodą ze strumienia. Skończyła nam się ta, którą mieliśmy jeszcze od dzikich. Tak, naprawdę wiele zapasów im ukradliśmy. Wypili ją łapczywie, ja jednak tknięta przeczuciem wypiłam tylko kilka łyków.
Gdy kładliśmy się spać, poczułam podskórny niepokój. Intuicja podpowiadała mi, że coś może się dzisiaj wydarzyć. Potrzeba snu jednak wygrała i już po chwili odpływałam...

Obudził mnie krzyk. Długi, przerażający. Aryi. Zerwałam się natychmiast i zrzuciłam z siebie skromny śpiwór i błyskawicznie wyskoczyłam na zewnątrz. Na dworze panowała przerażająca ciemność, światło księżyca nie potrafiło przebić się przez gęste chmury. Drugą rzeczą jaką zauważyłam, były otwarte namioty zarówno Aryi, jak i Thomasa i Jake'a. Ognisko powoli przestawało się palić. Rozejrzałam się przerażona. Co mogło się tu stać?  I dlaczego gdzieś poszli, nie budząc mnie? Ktoś nas zaatakował?
Kolejny krzyk, tym razem męski. Ruszyłam do biegu, kierując się w stronę tego rozdzierającego dźwięku. Wbiegłam na najbliższy pagórek, z którego wreszcie mogłam zobaczyć, co się dzieje.
W dość odległym jeziorze pływali Jake z Aryą. Pływali to może złe określenie, ponieważ rozpaczliwie zatykali uszy i po prostu... wrzeszczeli. Jakby ktoś obrywał ich ze skóry. Uniosłam brew. O co tu do cholery chodzi?
Ruszyłam niepewnym krokiem w ich stronę. Nigdzie nie widziałam Thomasa, co napawało mnie jeszcze większym niepokojem.
Wreszcie doszłam do jeziora i mogłam przyjrzeć się tej dziwnej sytuacji z bliska. Zdusiłam krzyk, gdy przyjrzałam się oczom Jake'a i Aryi - były czarne. Całe czarne, bez białek i źrenic.
Arya upadła na kolana i prawie cała zanurzyła się w wodzie. Wpatrywała się w nią przerażona. Jake wciąż wrzeszczał.
Nagle usłyszałam szybkie kroki za swoimi plecami, ale zanim zdążyłam zareagować, silne ręce złapały mnie od tyłu w żelaznym uścisku. Odruchowo nadepnęłam napastnikowi na stopę i wbiłam z całej siły łokieć w brzuch. Zgiął się lekko w pół, żeby dać mi czas na ucieczkę.
To Thomas. Spojrzał na mnie z tak silną nienawiścią, że cała się zachwiałam. Jego oczy... również całe czarne. Po policzkach spływała mu krew. Przerażona zaczęłam się cofać, ale on szedł za mną. Wciąż z tym strasznym, martwym wyrazem twarzy. Usłyszałam krzyk Aryi, ale jakby zza grubej ściany, wydawał się lekko przytłumiony. Cała moja uwaga skupiła się na przerażającym Thomasie. Jego twarz wyglądała tak samo, jak podczas moich wizji...
Nagle poczułam gęsią skórkę, wpełzającą mi na ręce. Po chwili całe mrowienie skupiło się w jednym miejscu - mojej prawej dłoni. Nie wiedziałam, co robię i co to znaczy, ale instynktownie uniosłam dłoń. Krzyknęłam, gdy błysnął z niej zielony promień i trafił w Thomasa. Ręka zaczęła mnie piec, a Thomas upadł na ziemię z głuchym hukiem. Spojrzałam zszokowana na moją dłoń. Jak to zrobiłam?!
- R-Raven...? - usłyszałam słaby głos Toma.
Podbiegłam do niego i pomogłam mu wstać. Z ulgą zobaczyłam, że jego oczy są normalne. Nie potrafiłam jednak zapomnieć wyrazu jego twarzy... Tej nienawiści...
- Musisz mi pomóc z Aryą i Jake'iem. Nie mam pojęcia o co chodzi, ale... - przerwałam, gdy usłyszałam kolejny wrzask Jake'a
Nagle jednak urwał. Odwróciłam się zaniepokojona. Jake zniknął pod powierzchnią wody. Rzuciłam się w stronę jeziora, ignorując wołanie Thomasa. Wpadli w jakiś cholerny trans, a ja nie mam zamiaru patrzeć jak giną w tak głupi sposób,
Zawahałam się przed wejściem do wody. Arya przestała krzyczeć, wpatrywała się w miejsce gdzie prawdopodobnie przed chwilą stał Jake. Nią zajmę się później. Zdjęłam szybko buty i skarpetki i natychmiast wbiegłam do wody, w pewnym momencie przestałam czuć dno pod stopami. Zanurkowałam.
Woda zaczęła mnie strasznie piec w oczy, gorzej niż chlor. Musiałam jednak znaleźć Jake'a.
Opadał powoli na dno, które ku mojemu zdumieniu zdawało się... nie istnieć. Jezioro wyglądało jak wielka głęboka dziura do samego środka ziemi. Podpłynęłam do niego, jednak z każdym ruchem woda zdawała się coraz gęstsza. Poczułam, że zaraz zabraknie mi powietrza. Dzieliły mnie od niego centymetry... Zacisnęłam zęby i złapałam go za ramię. Zaczęłam ciągnąć go na powierzchnię. Już, już wypływałam... gdy nagle poczułam ogromny ból w płucach. Zabrakło mi powietrza. Ostatkiem sił wypchnęłam Jake'a na powierzchnię, a sama znajdowałam się tylko kilka centymetrów od niej...
Ostatnim co poczułam był czyjś uścisk.
Obudziłam się gdy zaczęłam kaszleć. Bolała mnie cała klatka piersiowa i głowa. Leżałam na brzegu jeziora i... kaszlałam krwią. Drżącymi dłońmi złapałam się za uszy i... zobaczyłam jeszcze więcej krwi.
- Na bogów, Raven...
Zamrugałam, gdy zdałam sobie sprawę, że jest już dzień. Naprawdę tak długo byłam nieprzytomna?!
Kolejną rzeczą którą zauważyłam było to, że nasz obóz przeniósł się właśnie nad to jezioro, a nade mną stoi Thomas, Arya i Jake. Kolejny nawrót kaszlu przeszkodził mi w dalszej obserwacji. Ból rozrywał mi głowę na strzępy. Chciałam, żeby to wszystko się już skończyło, czułam się jak w koszmarze. Kaszlenie krwią?! Krew cieknąca z uszu?! Rozrywający ból głowy?!
Jak przez mgłę usłyszałam spanikowane głosy moich przyjaciół. Mówili coś o zatrutej wodzie i lekarstwie. Nie chciałam ich słyszeć. Chciałam po prostu... odpłynąć. Gdy kolejna fala krwi wypłynęła mi z uszu i ust, świat zaczął rozmywać mi się przed oczami. Nie wiedziałam, czy to już koniec. Liczyłam jedynie na ulgę w bólu.
Nagle ból zaczął powoli znikać. Zamknęłam oczy, ogarnięta dziwną aurą. Leżałam jednak wciąż bez sił. Czułam, jak trzy pary rąk gdzieś mnie niosą. Później musiałam zasnąć, bo gdy się obudziłam czułam się już o wiele lepiej (o ile tak można to nazwać, bo wciąż wydawało mi się, że umieram). Ktoś podłożył mi coś do wypicia. Niewiele myśląc wzięłam kilka łapczywych łyków, by po chwili znów zapaść w sen...

***

- ... cholera, Jake, choć raz mógłbyś zrobić coś pożytecznego! 
- Nie wydaje ci się, że robię to od dwóch dni?
- Nie! Ona może w każdej chwili...
- Przestańcie, proszę was... 
- ... umrzeć, a ty wciąż gdzieś znikasz!
- Próbuję zorientować się, gdzie powinniśmy dalej iść!
- Mamy mapę, debilu.
- Och, zamknij się.
- To ty zacząłeś kłótnię!
- Bo chciałeś wejść do tego jeziora!
- Ale się o mnie troszczysz...
- Chłopcy!
- Nie chcę, żebyś zginął, bo najwidoczniej jesteś jednym z liderów!
- JESTEM liderem.
- A Raven?
- Jak na razie leży i ledwo oddycha.
- Idiota.
- Z ciebie.
- Możecie się zamknąć? Głowa mi pęka - jęknęłam. 
- O bogowie!
Zbiegli się przy mnie, a ja wreszcie otworzyłam oczy. Leżałam w namiocie, przykryta kilkoma śpiworami. Przez "ściany" śpiwora prześwitywało popołudniowe słońce. Odwróciłam głowę, żeby spojrzeć na Aryę, Jake'a i Thomasa. Jake wyglądał na nieźle przestraszonego, Thomas uśmiechał się niepewnie, a Arya.. wpatrywała się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Co się stało...? - spytałam słabym głosem.
- Kiedy jakimś cudem uratowałaś Jake'a, sama zaczęłaś się topić. Udało mi się cię wyciągnąć, chociaż sam miałem problem z wyjściem i normalnym funkcjonowaniem. Jednak ty z nas wszystkich zniosłaś to najgorzej... - wyjaśnił Thomas.
- Ja po prostu byłam trochę zdezorientowana, Jake przez kilka dni miał problemy z oddychaniem, a Thomas... Thomasowi nic się nie stało. Ty po prostu... plułaś krwią, a później jakbyś zapadła w śpiączkę. Kika razy przestawałaś oddychać - wymamrotała Arya.
Zmarszczyłam brwi. Czy to znaczyło, że jestem z nich wszystkich najsłabsza? Czułam się niesamowicie winna. Zatrzymałam naszą podróż i jeszcze w dodatku poważnie zachorowałam. Wszystko przez tą wodę?
- Ta woda... to dziwne - zdołałam powiedzieć.
- Taa, najdziwniejsze jest to, że wypicie jej uchroniło nas przed tym... co stało się z tobą.
- Ale z drugiej strony wpadliśmy w dziwny trans, żadne z nas nie pamięta co robiło. To Thomas powiedział, że musiałaś go mocno uderzyć żeby wrócił do normalności - dodał Jake.
Uderzyłam? Przecież tak naprawdę użyłam... dziwnej mocy, żeby Tom przestał próbować mnie zabić. Dlaczego nie powiedział tego Aryi i Jake'owi? Chyba, że to ja mam coś z głową...
- Natomiast wreszcie dowiedzieliśmy się, czym są te dziwne... patyki. Wystarczyło jeden złamać, by wypłynęła z niego niebieska substancja. Spróbowaliśmy dać ci ją do wypicia i wyraźnie pomogło - Arya uśmiechnęła się nieśmiało.
Chwila.
- Daliście mi do wypicia tajemniczą substancję, która znajdowała się w jakimś PATYKU?! - podniosłam głos, ale pewnie i tak brzmiało to żałośnie.
Zaczęli mamrotać coś pod nosami. Świetnie. Mogłam zginąć! Westchnęłam cicho, bo na szczęście tajemniczy płyn uratował mi życie.
- Dobra, ja pójdę zrobić coś do jedzenia - wymamrotała Arya i wyszła szybko z namiotu.
Thomas wspomniał coś o pakowaniu się i również wyszedł. Pewnie chciał z nią porozmawiać. Nie miałam mu tego za złe, miałam nadzieję, że wreszcie uzgodnią między sobą, co do siebie czują.
Został przy mnie tylko Jake. Zaczął opowiadać w skrócie co przez najbliższy czas się działo. Usłyszałam historię o tym, jak bali się, czy przeżyję, o odkryciu prawdy o wodzie z jeziora. W sekrecie powiedział mi, że próbował znaleźć jakąś inną wodę pitną, niestety, dookoła otaczały nas tylko te toksyczne zbiorniki wodne. Jakim cudem można je było rozpoznać? Po wrzuceniu kamienia do wody, w toksycznym jeziorze pływał na jego powierzchni. Dziwne, ale przynajmniej mogliśmy w jakiś sposób to odróżnić.
Mieliśmy problem z wodą. Wykorzystaliśmy cały zapas który dotąd mieliśmy, a przecież nie mogliśmy pić tej z jeziora, bo zmienialiśmy się w bezmózgie zombie. Thomas postanowił wyruszyć jak najszybciej będziemy w stanie, na północ, bo tam według mapy znajdował się niezwykle czysty wodospad. Mieliśmy nadzieję, że to prawda.
Gdy Jake skończył mi opowiadać, do namiotu weszła Arya. Uniosłam brwi, gdy zobaczyłam jej przygnębienie.
- Co się stało? - spytałam zmartwiona.
Bałam się, że może to dotyczyć naszego obozu.
- Niee, wszystko jest okej - uśmiechnęła się sztucznie.
Spojrzałam porozumiewawczo na Jake'a, jednak ten nie odpowiedział. Zamyśliłam się. W czasie, gdy leżałam nieprzytomna, coś między tą trójką musiało się wydarzyć. Postanowiłam jednak na razie się tym nie przejmować. Mieliśmy ważniejsze problemy...
Kilka godzin później byliśmy w drodze już od 120 minut. Nie czułam się jeszcze w pełni sił, ale dobrze wiedziałam, że nie powinniśmy dłużej zwlekać... Nawet coś co wygląda jak raj, okazuje się piekłem.  Wciąż gdy zamykałam oczy, widziałam pusty wzrok moich przyjaciół.
Nagle zauważyłam, że trawa robi się coraz bardziej... czerwona?
- Widzicie to co ja? - zapytałam niepewnie.
Wszyscy przytaknęli. Z każdym kolejnym krokiem trawa nabierała coraz to mocniejszego odcieniu krwistej czerwieni. Nie zapowiadało się na coś dobrego...
- Nie wiem czy to dobry pomysł... może powinniśmy zawrócić? - spytała Arya.
Poparłam ją, gdy spojrzałam na podeszwy butów - soczyście czerwone. Jake podrapał się po głowie i wyciągnął mapę. Patrzyliśmy na niego z podejrzliwością, gdy mruczał coś pod nosem i obracał mapę parę razy.
- Słuchajcie, szliśmy w zupełnie inną stronę. Wodospad nie jest ani na północy, ani na zachodzie. Znajdował się... około trzech kilometrów od naszego obozu - powiedział poważnym tonem.
- Chyba sobie jaja robisz! - krzyknęłam wściekła.
Wyrwałam mu mapę i faktycznie, wodospad znajdował się niedaleko miejsca, gdzie wcześniej był nasz obóz. Ale... dobrze pamiętałam, że gdy Thomas nam go pokazywał, znajdował się zupełnie gdzie indziej! Arya i Tom musieli również mieć dobrą pamięć, bo zaczęli protestować.
- To nie jest możliwe!
- Ale jakim cudem wodospad się przeniósł?! Dam sobie rękę uciąć, że zaznaczono go tutaj - wskazał palcem Thomas.
- To wszystko robi się coraz dziwniejsze - westchnęłam.
- Nikt nie mówił, że będzie łatwo - skwitował Jake.
Milczeliśmy przez dość długą chwilę. Jake szukał czegoś na mapie, Arya przyglądała się uważnie czerwonej trawie, Thomas szukał czegoś w plecaku, a ja... myślałam intensywnie, co powinniśmy teraz dalej zrobić. Chyba najrozsądniej było wrócić tam, skąd przyszliśmy i dojść do tego zmieniającego miejsce wodospadu. Mieliśmy jednak problem - powoli zapadł zmrok. Nie powinniśmy włóczyć się po zajściu słońca. Szczególnie w tej dziwnej krainie. Nie wiadomo, co jeszcze na nas czekało...
- Dobra, co robimy? - zapytał Thomas.
Opowiedziałam im o swoich wątpliwościach, a oni jednogłośnie stwierdzili, że nie ma sensu teraz wracać. Postanowiliśmy rozłożyć tylko część obozu, by w razie czego móc szybko się spakować i wrócić tam, skąd przyszliśmy. Niestety mieliśmy jedynie resztki wody, tylko tyle, żeby zaspokoić najgorsze pragnienie. Wieczorem usiedliśmy przy ognisku, na tajemniczej, czerwonej trawie. Jedyne, co zdążyliśmy na razie zauważyć, było to, że na wszystkim zostawiała krwawe ślady.
Rozmawialiśmy niezobowiązująco, staraliśmy się pomijać temat naszej przyszłości. Opowiadaliśmy sobie anegdotki z życia w Akademii. Dowiedziałam się na przykład, że Arya kiedyś prawie została wyrzucona ze szkoły za kradzież kilku książek z biblioteki. Jake kilka razy zamykał się w toalecie przed grupką dziewczyn, a Thomas opowiadał nam o ciągłym pieprzeniu Verli, od którego bolała go głowa. Uśmiałam się, gdy zaczęli wpatrywać się we mnie wyczekująco. W końcu się ugięłam i opowiedziałam jak kiedyś razem z Isabelle zemściłyśmy się na jej byłym chłopaku. Pierwszy raz od dawna jej imię nie budziło we mnie smutku i rozżalenia. Nawet teraz, gdy wiedziałam kim się stała. To wszystko to przeszłość.
Rozmawialiśmy jeszcze do późna, aż w końcu wszystkich ogarnęło ogromne zmęczenie. Wartę jako pierwszy objął Jake.
Gdy tylko nakryłam się śpiworem, od razu zasnęłam. Spałam chyba dość długo, bo obudziły mnie mocne promienie słoneczne, wpadające przez prowizoryczne okno z siatki. Trochę zdziwiłam się, że nikt nie obudził mnie na wartę, ale może chcieli mi dać odpocząć po tej dziwnej śpiączce.
Poleżałam chwilę, ale wiedziałam, że muszę wstać. Nagle do mojego namiotu wpadła przerażona Arya.
- Raven.... zniknął Jake - wysapała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz