- Tom, ja też nie potrafię znieść bólu, moich lęków, ale musisz sypiać - Arya po raz setny spoglądała na mnie zmartwiona - musisz sypiać, rozumiesz?
Nie zareagowałem, byłem tak zmęczony, że nawet skinienie głową było dla mnie okropnie trudne.
- Tak w ogóle... Dlaczego...? - spytała.
Stanąłem i spojrzałem na nią mglistym wzrokiem. Nie potrafiłem nic powiedzieć. Poczułem nagłą potrzebę położenia się na ostrych kamieniach pode mną. Moja waga zwiększyła się o 100 kg, jakbym połknął wielki głaz. Próbowałem się utrzymać na nogach, ale wyczerpanie mi w tym nie pomogło. Nie wiedziałem czy umieram, czy mdleje. Nikomu nie życzyłbym tego uczucia.
***
Kiedy otworzyłem oczy czułem się niepewnie. To tak wygląda koniec? Z mgły wyłonił się obraz, serce powiększyło się dziesięciokrotnie, bijąc z szybkością światła. Jakie było moje zaskoczenie kiedy zauważyłem, że jestem w swoim starym pokoju i siedzę na krześle przy zagraconym biurku. "Czyli to był sen. To wszystko to chory sen!"-pomyślałem i nie poczułem radości, tylko smutek-"czyli...." gwałtownie podniosłem się z drewnianego krzesła i omal go nie przewróciłem.
- Mamo! - wrzasnąłem i skoczyłem do drzwi, otwierając je pospiesznie - Mamo! Gdzie jesteś?!
- Tutaj, Tomi.
Głos był przepełniony miłością, ale odległy. Pokonałem długie schody i skoczyłem ku kuchni.
- Tutaj, skarbie...
Głos był jeszcze dalszy i słychać było w nim nutkę pogardy, mimo to ruszyłem tak szybko, że zaczęło mnie palić w boku.
- Mamo! - wbiegłem do salonu, gdzie siedziała na fotelu, sztywna. Zerkała przed siebie, a ręce leżały sztucznie na kolanach.
Wyglądała jak szmaciana lalka, marionetka, manekin. Skierowała na mnie pusty, a zarazem oskarżycielski wzrok. Widziałem go tylko raz: kiedy ojciec zaginął, a ona nie potrafiła się z tym pogodzić i obwiniła mnie.
- To przez ciebie.
- Ale co? - spytałem, zbliżając się do niej podekscytowany. Przystanąłem, kiedy uniosła brew w geście obrzydzenia.
-To przez ciebie Viktorii nie ma ze mną. To przez ciebie jestem sama!
- Ale co? - spytałem, zbliżając się do niej podekscytowany. Przystanąłem, kiedy uniosła brew w geście obrzydzenia.
-To przez ciebie Viktorii nie ma ze mną. To przez ciebie jestem sama!
Nogi się pod mną ugięły, niczym sprężyny. Samotna łza spłynęła po moim policzku.
- Mamo... Nie wiedziałem... Proszę...
Zachowałem się jak małe dziecko. Nie chciałem tego, ale to była moja wina. Wtedy uświadomiłem sobie, że Akademia istniała. Ta wizja migotała jak przez mgłę. Ale co ja tam robiłem? O czym to ja myślałem? Spostrzegłem minę matki i uderzyła mnie fala niezrozumianego poczucia winy. Podniosła się z miejsca i podeszła do mnie niechętnie, nadal z obrzydzeniem. Była ode mnie o głowę niższa, jednak swoją wyniosłością powoduje, że czuję się jak mały karaluch. Długo stoimy tak w milczeniu. Zamyka oczy, otwiera usta i z trudem oddycha. Czuje jej ciepły oddech na swoim ramieniu. Boli ją to co zamierza mi powiedzieć, domyśliłem się. Ale pewnie musi. Po paru sekundach otwiera swoje wręcz granatowe oczy, które po niej odziedziczyłem. Połyskiwały w nich łzy.
- Donie. Jesteś najgorszym dzieckiem jakie miałam. Pokarało mnie, że zginęła Viktoria, a nie ty. Zrobiła pauzę, żeby dotarło do mnie z jaką obojętnością to mówi. Spojrzała mi głęboko w oczy:
- Kiedy wrócisz...Nie masz czego tu szukać.
- Mamo... Nie wiedziałem... Proszę...
Zachowałem się jak małe dziecko. Nie chciałem tego, ale to była moja wina. Wtedy uświadomiłem sobie, że Akademia istniała. Ta wizja migotała jak przez mgłę. Ale co ja tam robiłem? O czym to ja myślałem? Spostrzegłem minę matki i uderzyła mnie fala niezrozumianego poczucia winy. Podniosła się z miejsca i podeszła do mnie niechętnie, nadal z obrzydzeniem. Była ode mnie o głowę niższa, jednak swoją wyniosłością powoduje, że czuję się jak mały karaluch. Długo stoimy tak w milczeniu. Zamyka oczy, otwiera usta i z trudem oddycha. Czuje jej ciepły oddech na swoim ramieniu. Boli ją to co zamierza mi powiedzieć, domyśliłem się. Ale pewnie musi. Po paru sekundach otwiera swoje wręcz granatowe oczy, które po niej odziedziczyłem. Połyskiwały w nich łzy.
- Donie. Jesteś najgorszym dzieckiem jakie miałam. Pokarało mnie, że zginęła Viktoria, a nie ty. Zrobiła pauzę, żeby dotarło do mnie z jaką obojętnością to mówi. Spojrzała mi głęboko w oczy:
- Kiedy wrócisz...Nie masz czego tu szukać.
***
-Thomas już dobrze, to tylko sen!-usłyszałem szept Aryi. Dopiero potem zrozumiałem, że ktoś delikatnie mną potrząsa.
-Po co go budziłaś?- oskarżycielski ton Raven nieco mnie zdziwił - był wyczerpany. Każdy z nas tak krzyczy nocami.
Arya burknęła coś w odpowiedzi i wytarła pot z mojego czoła. Niechętnie otworzyłem oczy. Byłem oszołomiony i przybity, ale nie martwy.
-Jak się czujesz, Tom?- Arya pochyliła się nade mną z czułością. Usłyszałem ciche burknięcie Jake'a, ale Raven do mnie nie podeszła co mnie zabolało. Ja bym to zrobił...
- Żywo -odparłem tylko, co spotkało się z śmiechem. Tylko Arya spoglądała na mnie podejrzliwie, ale nic nie mówiąc i za to byłem jej wdzięczny
-Ile spałem?
-Ile spałem?
Wszyscy spojrzeli po sobie posępnie. Raven pokazała mi 3 palce.
- 3 godziny? - spytałem z ulgą- to dobrze...Nie opóźniam nas.
- Nie, Thomas. Nie 3 godziny, idioto. 3 dni! - Jake z radosnego w kilka sekund wybuchnął jak wulkan - w tym czasie walczyliśmy dwa razy z dzikimi. Spotkaliśmy mnóstwo pojeb@nych zwierząt jakich sobie nie wyobrażasz. A ta sowa to było nic! A na dodatek...-tu urwał, napotkawszy spojrzenie Raven.
Fala wyrzutów sumienia wlała się w moją krew. No i znowu mi wstyd.
- Ale wiesz co było najdziwniejsze?-kontynuował zapominając o jej spojrzeniu- że TY krzyczałeś tylko RAZ. My krzyczymy całą noc, a ty w ciągu 3 nocy darłeś mordę tylko raz. Jak to robisz? Masz jakieś swoje tajne sposoby?
- Jake, przestań - Arya gwałtownie się podniosła -mówiłam ci, że to zależy od lęków, może ich mieć mniej niż ty czy ja...
Zmarszczyłem brwi i poczułem na sobie spojrzenie Raven. Kiedy tylko odwróciłem głowę w jej stronę, wyszła. Tak po prostu. Tylko dlaczego? Podniosłem się na łokciach i ból uderzył moją głową świdrując bezlitośnie jak diamentowe wiertło. Przerażające piski, skowyty i jęki zagłuszyły rozmowę Jake'a i Aryi, a ja próbowałem uwolnić się od dźwięków wydawanych przez ludzi. Łzy cisnęły mi się do oczu, kiedy ujrzałem mężczyznę odciąganego od kobiety. Potem tego mężczyznę umierającego wśród żołnierzy. Znowu kobietę pochyloną nad listem informującym o jego śmierci, ich dzieci płaczące nad grobem ojca i matkę, która nie urania żadnej łzy, maska obojętności zasłania ją całą i zdradzają ją jedynie napięte mięśnie. Robiła to dla dzieci, choć potem jak była sama płakała gorzej niż one.
A potem głos niski, władczy, znajomy, a zarazem obcy:
- Pamiętaj po czyjej jesteś stronie. Historia lubi się powtarzać, nie pozwól jej powtórzyć także i tego.
Głosy w mojej głowie umilkły, a ja zrozumiałem, że to głosy torturowanych ludzi. Wielka wojna o której słyszałem na dodatkowych lekcjach. Tylko po co ktoś mi je wysyła? Czyżby bał się o moją wierność? Czyżby wierzył, że mogę zapobiec czemuś tak potwornemu? Wstałem napełniony nową energią i wewnętrznym smutkiem. Dlaczego Horus dalej się ze mną kontaktuje?
Kłótnia trwała w najlepsze i nawet nie zauważyli kiedy wyszedłem z prowizorycznego namiotu i stanąłem obok Raven. Znajdowaliśmy się na wielkim wzniesieniu, a gdziekolwiek się spoglądało widać było tylko zieloną kołdrę drzew.
- Martwiłaś się choć trochę? -spytałem z teatralnym smutkiem.
- Ociupinkę-odparła, a potem dodała całkowicie poważnie- Widziałeś to, prawda?
- Co?
- Historia lubi się powtarzać...
Kamień spadł mi z serca. Ona widzi to samo co ja. Jednak jej mina zdradzała niepokój, widziała coś więcej. Spojrzałem na nią z oczekiwaniem, a ona przełknęła ślinę.
- Nie mówię, że jesteś zły...
Słowo zły w jej ustach zabrzmiało jak najgorsza obelga. Nie zdążyłem opanować mojego zranionego wyrazu twarzy. Na język nasuwało mi się oczywiste pytanie: dlaczego miałbym być zły? Jednak czułem, że nie muszę go zadawać, aby się dowiedzieć. Czekałem, więc aż będzie gotowa. Po paru minutach, wyparowałem:
- Co widziałaś?
Odrobinkę za głośno, za nerwowo. Ale niecierpliwość rozrywała mnie od środka. Zaczęła drapać swoje paznokcie, jakby chciała je wyrwać.
- Ciebie... I jakiegoś mężczyznę w ciemności wołającego na ciebie Don... Ty tam zabijałeś niewinnych.
Kiedy skończyła przejechałem ręką po gęstych włosach i chwyciłem kępę mocno aż poczułem delikatne mrowienie.
- Czy... Czy przypominało to wojnę?
- Gorzej... Nie te wojnę, o której mówią ludzie czy bogowie. Wojnę mieszaną.
- Mówisz o Wielkiej Wojnie?
Raven spojrzała na mnie miną mówiącą "Wielka Wojna to przy tym dziecięca zabawa". Przeraziłem się.
- Wierzysz w to?
Nie dbałem o to czy w moim głosie słychać pogardę, złość czy smutek. Miałem dość tego popieprzonego życia. Jednak szybko tego pożałowałem. Jej mina zdradzała teraz wszystko. Jak bardzo ją to boli, jak było jej trudno mi to powiedzieć.
- Nie wiem w co wierzyć, Tom. Izyda rzadko kiedy mnie okłamała
Odwróciłem głowę w stronę Raven. Jej twarz zdradzała niepokój, patrzyła ze strachem. Nigdy już nie będzie widziała we mnie tego co na początku.
- Thomas, padnij...
Jej słowa były ciche, tak jakby bała się, że to co nas obserwuje słyszało. Dziki?
Posłusznie położyłem się na ziemi, tak, że w gęstej trawie nie było mnie widać. Dopiero w tej pozycji dostrzegłem wielkiego lwa, a może tygrysa? Lamparta, woła? Coś koło tego. Spoglądało na mnie swoimi paciorkowatymi oczkami zdradzającymi tylko głęboką pogardę. Jasne futro jak u lwa połyskiwało w promieniach słońca, które przebiły się przez korony drzew, a jego potęgę i wyniosłość podkreślały w czarne paski, takie jakie posiadają tygrysy. Ogromne wole cielsko mroziło krew w żyłach dając fałszywą nadzieje na ucieczkę, ale gdy się przyjrzysz bardziej zauważyłbyś silne, umięśnione nogi. Pewne było, że zwierze jest najszybsze w lesie. Król puszczy.
Nie atakował i nie wychodził za linii drzew, co było aż za bardzo podejrzane. Widać Raven też to dostrzegła, bo każdy mięsień jej ciała niebezpiecznie się skurczył, a czoło zalśniło od potu.
Wstałem pewnie jakbym zapomniał o tym, że przed mną stoi 3 metrowy potwór. Jakiś głos wewnątrz mnie kazał zbliżyć się do zwierzęcia. Z następnym krokiem oczy stworzenia się zmieniły. Cała pogarda uciekła, a pozostał tylko wyraz szacunku. Albo mi się wydawało? Teraz zwierze skierowało oczy na Raven.
- Raven - szepnąłem - stań obok mnie, ale z dumą. Jakbyś to ty rządziła.
Zrobiła to bez wahania. Kiedy tylko znalazła się u mojego boku chwyciłem ją za rękę co wyraźnie spodobało się władczej istocie. 500 kg ciało skłoniło głowę, co z naszej strony przypominało majestatyczny ukłon, po czym znikło. Usłyszałem głośny wydech powietrza.
Dopiero po paru minutach Raven wyślizgnęła się z mojego przerażonego uścisku spoglądając na Arye i Jake'a, którzy dopiero przed chwilą przestali się kłócić i dostrzegli moje zniknięcie. Milutko. To zwierze zdążyłoby nas dwa razy zabić, powinniśmy być bardziej czujni.
A potem głos niski, władczy, znajomy, a zarazem obcy:
- Pamiętaj po czyjej jesteś stronie. Historia lubi się powtarzać, nie pozwól jej powtórzyć także i tego.
Głosy w mojej głowie umilkły, a ja zrozumiałem, że to głosy torturowanych ludzi. Wielka wojna o której słyszałem na dodatkowych lekcjach. Tylko po co ktoś mi je wysyła? Czyżby bał się o moją wierność? Czyżby wierzył, że mogę zapobiec czemuś tak potwornemu? Wstałem napełniony nową energią i wewnętrznym smutkiem. Dlaczego Horus dalej się ze mną kontaktuje?
Kłótnia trwała w najlepsze i nawet nie zauważyli kiedy wyszedłem z prowizorycznego namiotu i stanąłem obok Raven. Znajdowaliśmy się na wielkim wzniesieniu, a gdziekolwiek się spoglądało widać było tylko zieloną kołdrę drzew.
- Martwiłaś się choć trochę? -spytałem z teatralnym smutkiem.
- Ociupinkę-odparła, a potem dodała całkowicie poważnie- Widziałeś to, prawda?
- Co?
- Historia lubi się powtarzać...
Kamień spadł mi z serca. Ona widzi to samo co ja. Jednak jej mina zdradzała niepokój, widziała coś więcej. Spojrzałem na nią z oczekiwaniem, a ona przełknęła ślinę.
- Nie mówię, że jesteś zły...
Słowo zły w jej ustach zabrzmiało jak najgorsza obelga. Nie zdążyłem opanować mojego zranionego wyrazu twarzy. Na język nasuwało mi się oczywiste pytanie: dlaczego miałbym być zły? Jednak czułem, że nie muszę go zadawać, aby się dowiedzieć. Czekałem, więc aż będzie gotowa. Po paru minutach, wyparowałem:
- Co widziałaś?
Odrobinkę za głośno, za nerwowo. Ale niecierpliwość rozrywała mnie od środka. Zaczęła drapać swoje paznokcie, jakby chciała je wyrwać.
- Ciebie... I jakiegoś mężczyznę w ciemności wołającego na ciebie Don... Ty tam zabijałeś niewinnych.
Kiedy skończyła przejechałem ręką po gęstych włosach i chwyciłem kępę mocno aż poczułem delikatne mrowienie.
- Czy... Czy przypominało to wojnę?
- Gorzej... Nie te wojnę, o której mówią ludzie czy bogowie. Wojnę mieszaną.
- Mówisz o Wielkiej Wojnie?
Raven spojrzała na mnie miną mówiącą "Wielka Wojna to przy tym dziecięca zabawa". Przeraziłem się.
- Wierzysz w to?
Nie dbałem o to czy w moim głosie słychać pogardę, złość czy smutek. Miałem dość tego popieprzonego życia. Jednak szybko tego pożałowałem. Jej mina zdradzała teraz wszystko. Jak bardzo ją to boli, jak było jej trudno mi to powiedzieć.
- Nie wiem w co wierzyć, Tom. Izyda rzadko kiedy mnie okłamała
Odwróciłem głowę w stronę Raven. Jej twarz zdradzała niepokój, patrzyła ze strachem. Nigdy już nie będzie widziała we mnie tego co na początku.
- Thomas, padnij...
Jej słowa były ciche, tak jakby bała się, że to co nas obserwuje słyszało. Dziki?
Posłusznie położyłem się na ziemi, tak, że w gęstej trawie nie było mnie widać. Dopiero w tej pozycji dostrzegłem wielkiego lwa, a może tygrysa? Lamparta, woła? Coś koło tego. Spoglądało na mnie swoimi paciorkowatymi oczkami zdradzającymi tylko głęboką pogardę. Jasne futro jak u lwa połyskiwało w promieniach słońca, które przebiły się przez korony drzew, a jego potęgę i wyniosłość podkreślały w czarne paski, takie jakie posiadają tygrysy. Ogromne wole cielsko mroziło krew w żyłach dając fałszywą nadzieje na ucieczkę, ale gdy się przyjrzysz bardziej zauważyłbyś silne, umięśnione nogi. Pewne było, że zwierze jest najszybsze w lesie. Król puszczy.
Nie atakował i nie wychodził za linii drzew, co było aż za bardzo podejrzane. Widać Raven też to dostrzegła, bo każdy mięsień jej ciała niebezpiecznie się skurczył, a czoło zalśniło od potu.
Wstałem pewnie jakbym zapomniał o tym, że przed mną stoi 3 metrowy potwór. Jakiś głos wewnątrz mnie kazał zbliżyć się do zwierzęcia. Z następnym krokiem oczy stworzenia się zmieniły. Cała pogarda uciekła, a pozostał tylko wyraz szacunku. Albo mi się wydawało? Teraz zwierze skierowało oczy na Raven.
- Raven - szepnąłem - stań obok mnie, ale z dumą. Jakbyś to ty rządziła.
Zrobiła to bez wahania. Kiedy tylko znalazła się u mojego boku chwyciłem ją za rękę co wyraźnie spodobało się władczej istocie. 500 kg ciało skłoniło głowę, co z naszej strony przypominało majestatyczny ukłon, po czym znikło. Usłyszałem głośny wydech powietrza.
Dopiero po paru minutach Raven wyślizgnęła się z mojego przerażonego uścisku spoglądając na Arye i Jake'a, którzy dopiero przed chwilą przestali się kłócić i dostrzegli moje zniknięcie. Milutko. To zwierze zdążyłoby nas dwa razy zabić, powinniśmy być bardziej czujni.
Ta myśl tak głęboko się we mnie zakorzeniła, że zacząłem rozglądać się po całym obozie. Wciąż dostrzegałem te same korony drzew, poruszane jedynie przez delikatny wiaterek.
***
Kiedy nadszedł wieczór, wziąłem straż żeby choć trochę wynagrodzić im moje 3 dni bezużyteczności. Ich krzyki powodowały, że w ogóle nie miałem ochoty spać. Nie chciałem znowu widzieć matki. A jeśli to nie był sen? Jeżeli mówiła prawdę i nie chce mnie znać?
To mogło zaboleć jedynie wtedy kiedy usłyszałeś to od osoby, która oddałaby za ciebie życie, która jest najważniejsza. Nie, Thomas. To są lęki, a nie fakty. Las żywi się twoim strachem i obawami. Mama tak nie myśli. Część mnie nadal w to nie wierzyła.
- Przeszkadzam?
Nie wystraszyłem się, już wcześniej nie słyszałem krzyków Raven. Wiadome było, że nie śpi i do mnie dołączy. Pogładziłem trawę obok mnie żeby usiadła i pokręciłem głową.
Dopiero kiedy to zrobiła zauważyłem łzy ja jej policzku.
- Co się stało? Okropny sen?
- Rodzice... Wiesz jak oni zginęli?
Zaskoczyła mnie zupełnie. Dyrektor mówił, że nie będę wyjątkowy, że mi tego nie zdradzi, nikt ponoć o tym nie wie. Pokręciłem powoli głową. Poczułem, że odnalazłem przyjaciela.
Przysunęła się do mnie niepewnie.
- Jedliśmy kolację. Atmosfera była napięta, bo pokłóciłam się z mamą...
Zamknęła oczy, a dwie łzy szybko spłynęły po jej szczupłych policzkach.
- Gdybym wiedziała... Pokłóciłam się z nią o zwykłą lalkę, bo ją wyrzuciła. Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Tata aż za szybko wstał od krzesła. żeby otworzyć. Wtedy usłyszałam jego krzyk. Coś upadło na podłogę. Mama od razu zrozumiała. Wzięła mnie na ręce i szybko wbiegła po schodach. A ja głupia wrzeszczałam żeby mnie puściła. Zdążyła mnie tylko schować do szafy i kazała być cicho...
Pogładziłem jej włosy. Teraz kiedy wiem co przeżyła zrozumiałem, że jest silna. Powstrzymałem się żeby nie spytać kto ich zabił. Wtedy coś się poruszyło po lewej stronie obozu. Ujrzałem smukły cień. I głuchy śmiech.
Przed nami stała Isabelle, a za nią młoda dziewczyna w cieniu. Kiedy się z niego wyłoniła zobaczyłem długie, ciemne loki sięgające do pasa i wielkie oczy w tym samym odcieniu co wlosy. Miała rysy twarzy dokładnie jak moja mama.
- Cześć, braciszku.
Dorothy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz