czwartek, 10 grudnia 2015

Rozdział 13: Droga do nikąd

Próbowałem udawać, że nic nie stało kiedy Jaka'e wyciągnął rękę do Raven, bo misja na którą miałem wyruszyć była dość poważna. Jednak kiedy chwyciła go za rękę coś we mnie pękło i już chciałem ich rozdzielić, gdyby nie Arya.
Chwyciła mnie za wyciągnięty nadgarstek i pokręciła głową.
- Zły pomysł, Thomas.
Ścisnąłem wargi i cicho przyznałem jej racje. Gawędziliśmy o mało istotnych sprawach i widać było, że robi wszystko żeby odciążyć mnie od myślenia o Raven.
Droga zdawała się dłużyć okropnie, a ja nie potrafiłem cały czas odwracać wzroku.
- Nian, daleko jeszcze?- spytałem chłopaka będącego na przodzie grupy.
Ten nie odwracając się i nie udzielając odpowiedzi, ostrzegł nas donośnym głosem:
- Uwaga, ślisko!
Widać było wyraźnie, że jest zestresowany jak cholera. Nie dziwiłem mu się, udawałem, że nic wielkiego się nie dzieje: tylko wyruszamy na misję na której możemy zginąć, nic wielkiego...
Ale w środku miałem ochotę płakać, krzyczeć, wymiotować i śmiać się. Może nie jest to męskie, ale ani trochę nie jest mi wstyd. I nie było nigdy.
Z zamysłu wyrwał mnie krzyk Aryi przewracającej się na kamieniach. W jeden ułamek sekundy złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Cała ekipa stanęła i odwróciła się ku nam, a Nian nawet uśmiechnął się trochę i odparł:
-Wiesz, Thomas, mieli racje nie próżnujesz!- zaśmiał się odganiając wszelki stres- na to będziecie mieli czas podczas podróży.
Wszyscy się zaśmiali nawet Raven, a Arya wtuliła się we mnie i odparła tak żebym usłyszał ją tylko ja: "Mam nadzieję".Uśmiechnąłem się mimowolnie i odłożyłem ją delikatnie na śliskich kamieniach, sprawdzając czy tym razem utrzyma się na nich. Kątem oka dostrzegłem wzrok Raven, spojrzałem na nią jednak szybko się odwróciła zostawiając mnie z pytaniami. Czyżby była zazdrosna?
To absurdalne. Miała mnie totalnie gdzieś, kleiła się do Jake'a, a jest zła na to, że uratowałem przed stłuczeniem się Aryi? O może po prostu uważa mnie za dupka, bo niedawno całowałem się z nią, a teraz nowa dziewczyna?
Postanowiłem trochę zagrać na jej uczuciach i wyciągnąłem dłoń do mojej nowej przyjaciółki.
-To żebym się znowu nie przewróciła, co?-spytała ze śmiechem, już normalnym głosem.
Ze zdziwieniem dostrzegłem, że Jake szedł teraz obok Niana i pytał o coś, a Raven wyciągała ręce aby dotknąć jak największą liczbę gałęzi.
***
Dziura, która powstała po zawaleniu pułapki zarosły gęste trawy i małe krzewy. Byłem zdumiony jak szybko natura zapomina. Mimo to trawy nie były takie zielone jak w lasach czy nawet obok Akademii (chodź wszyscy wiedzą, że tam są bardzo ciemne albo nie ma ich wcale). Drzewa były bez liści, a ziemia czarna jak oblana smołą. Ciężki zapach ciemnych mocy unosił się w każdym kącie. Usiadłem na starej ławce, sprawdzając przedtem czy przypadkiem stare drewno mnie utrzyma. Na dziwnie odnowionych torach stał stary, zardzewiały pociąg pewnie pamiętający lata świetności Akademii. Jednak nie można było wybrzydzać, czego nie rozumiał Jake, który co jakiś czas zrzędził do ucha Raven. Arya twierdziła, że mówi to żartobliwie i sama co jakiś czas się śmiała, ale ja nie byłem zbytnio przekonany. Do teraz pamiętałem jego groźbę: "...zniszczę to co kochasz...". 
Nian po długiej rozmowie z starym konduktorem przywołał nas gestem dłoni. 
-Wsiadajcie do 1 wagonu inne mogą się odłączyć w drodze-spostrzegł nasze przerażone miny- żartuje! Spokojnie! 
Podczas wchodzenia słychać było lekkie skrzypienie zardzewiałego metalu. Spojrzałem ostatni raz na mały punkcik, który był moją Akademią i szansą na zostanie bogiem. Mogłem się wycofać jednak Souhya wyraźnie powiedziała, że jeżeli zostanę to zginę. Miała do mnie dołączyć za parę dni ze swoją siostrą jednak bałem się o nią i modliłem, aby wysłała mi choćby jakiś sygnał. 
Raven jakby dostrzegła moje wahanie, powiedziała:
-To jest dobry wybór, Thomas.
I weszła wgłąb wagonu. "Kolejkę" zamykał drugi strażnik, którego imienia nigdy nie pamiętałem. 
Nazywałem go, więc Dwa, bo było wygodnie i każdy wiedział o kim mowa.
Usiadłem obok Niana i zacząłem wypytywać go o wszystkie informacje. Jednak ten uciszył mnie i wskazał na drugiego strażnika, który do tej pory milczał. Był młody, ale kiedy zaczął mówić, nie potrafiłem uwierzyć, że tak głęboki i męski głos może wychodzić z tak młodego ciała:
-Jesteście tutaj, bo was potrzebujemy-powiedział Dwa z powagą- Mój głos nie powinien was dziwić. Przeszedłem defunstacje
-No tak- szepnęła mi Arya do ucha- czytałam o tym. To znaczy, że stary już człowiek przeszedł do nowego, młodego niekoniecznie żywego ciała. Pozostanie z nim tylko pamięć no i głos.
Młody Staruszek (?) kontynuował:
-Ale nie o mnie tutaj mowa, tylko o was. Jesteście nadzieją nie tylko naszego zgrupowania-zatrzymał wzrok na Raven- ale i ludzi. Jest wśród was przedstawiciel boga i człowieka, czarodzieja i czarodzieja. Arya jest córką ludzi, a w tobie Jake drzemie krew zarówno człowieka jak i czarodzieja. Bogowie i czarodzieje nie łączyli się. Nawet półbogowie nie łączą się z czarodziejami czystej krwi, ponieważ wychodzą wyjątkowo potężne dzieci. Ciekawi was dlaczego o tym wspominam? Ponieważ musicie znać wartość całej waszej grupy i mimo to czy się lubicie czy nie (tu zerknął najpierw na Jake, a potem na mnie) musicie ratować sobie te pieprzone tyłki, bo inaczej zginą wszyscy. Wyruszacie do siedziby Pana, nie będę was okłamywał-nikt stamtąd nie wrócił, ale nigdy nie wybierano się tam w grupie. Pociąg zabierze was do Lasu Maratońskiego, ale dalej musicie ruszyć sami.
Las Maratoński.... Coś mi to mówiło jednak nie potrafiłem sobie przypomnieć żadnych faktów. Spojrzałem na Arye, która zbladła i oparła się o ścianę wagonu.
-Ale... Jak mamy przejść tego GIGANTA?-zapytała delikatnym, piskliwym głosikiem- i pokonać te potwory...Kreatury. Jak mamy znaleźć pożywienie... A legenda o pradawnych ludziach lasu? Oni nas zabiją jak nie zrobi wcześniej tego natura...
Dwa kiwnął głową z powagą.
-Miejmy nadzieję, że wam się uda.
Już chciałem wyrazić swoje oburzenie podobnie jak reszta, ale pociąg zaczął głośno hamować, przewracając każdego kto stał. 
-Już czas-odparł smutno chińczyk- przygotować się do skoku. 
Podał każdemu z nas ciężki plecak, dziwne patyki i czerwone naszyjniki. Chciałem spytać co to jest jednak nie było czasu. Wielkie drzwi się otworzyły i huk powietrza zagłuszył krzyki i porady Niana. Pociąg zwalniał, ale nadal pędził, a my musieliśmy wyskoczyć teraz. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na Raven. Kiwnęła głową. 
***
Podniosłem się opierając o jakieś stare drzewo. Chwyciłem za głowę i odczekałem aż obraz przestał wirować. 
-Raven, Arya, Jake? Gdzie jesteście?-spytałem powoli poruszając się przed siebie dalej trzymając za głowę. Nagle usłyszałem szepty:
"Doooon....Dooon... Gdzie jesteś, Dooon?"-głos był przerażający i nie dało się go zignorować. Uderzenie głową w ziemie dawało o sobie znać. Tak przynajmniej uznałem.
Znalazłem leżącego Jake'a, a obok Arye. Przykucnąłem przy nich i zacząłem nimi trząść aż odzyskali przytomność. Dopiero potem dostrzegłem Raven opatrującą sobie głowę w cieniu drzewa. 
Arya niemal natychmiast pospieszyła ku niej, przeszukała plecak i wyciągnęła dziwną fiolkę. 
-Pokaż mi tę ranę. Jeszcze w normalnej szkole miałam zajęcia z pierwszej pomocy, spokojnie, wiem co robię-powiedziała trochę słabym i niemrawym głosem.
Raven spojrzała na nią niepewnie, ale ostatecznie dała za wygraną i zdjęła rękę z ciągle zakrwawionej rany. Arya cmoknęła i dodała coś w stylu: "nie ma masakry, zaraz będziesz jak nowa".
W tym czasie zaleciła nam abyśmy zobaczyli na czym polegają dziwne patyki będące doczepione do naszych plecaków i o dziwo nie uszkodzone (w przeciwieństwie do nas).
Uznałem, że odłożę dumę na bok i spytałem Jake'a co myśli na ich temat. On chyba też uznał, że nie opłaca się kłócić, bo po chwili zastanowienia, powiedział:  
-Może to coś w stylu różdżek? No, bo w końcu- tu dumnie się uśmiechnął- dwoje z nas to czarodzieje.
-Ale ja i Arya nimi nie jesteśmy...
-No to może to jakieś nadajniki albo coś w stylu telefonów?-spytał unosząc jedną brew. Pokręciłem przecząco głową, co go bardzo zdenerwowało- To co to może być, mądralo?
Nie wiedziałem. Potrząsłem ramionami, podkreślając swoją niewiedzę. Trochę ze wstydu, a trochę z nudów zaproponowałem, że przeszukam teren. Arya niemal natychmiast zareagowała sprzeciwem, na co Raven odpowiedziała:
- Nie bój się, nie takie rzeczy przeżył.
Jake tylko się uśmiechnął i ruszył w stronę dziewczyn. Skręciłem w drzewa i dopiero teraz dostrzegłem, że wylądowaliśmy na okrągłej polance. Uznałem, że to idealne miejsce na obóz. Im bardziej się wgłębiałem w Las Maratoński, tym bardziej rozumiałem lęk Aryi. Bałem się, że ta Puszcza to odpowiednik lasu w książce "Hobbit" wybitnego czarodzieja Tolkena.
Usłyszałem puchacza i ucieszyłem się, że zobaczę moje ukochane zwierzęta, czyli ptaki. Jakiekolwiek. Spojrzałem w jego stronę i zamarłem. Na ciemnej gałęzi siedział wprawdzie puchacz, ale nie taki jakiego chciałem, tylko szkielet otulony skórą. A na miejscu oczu widać było 2 czarne dziury. Zwierze zerkało na mnie podejrzliwie i wydawało dziwne piski.
Usłyszałem szmer i gwałtownie się odwróciłem, to był Jake.
-Sorry, dziewczyny się stęskniły. Nie ma cię już dobre 30 minut. Chodź, pozwiedzasz jutro.
-Patrz...-szepnąłem przerażony, wskazując palcem na dziwadło. Jake długo błądził wzrokiem po gałęziach, aż chwyciłem ręką jego brodę i nakierowałem na konkretną gałąź.
-Ja pierdole...-wydusił tylko. Staliśmy tak długo aż rozpaczliwe głosy dziewczyn dotarły do naszych uszu i zwierze odfrunęło na swoich kościstych skrzydłach.
Kiedy wydostaliśmy się na polane, dziewczyny zdążyły rozłożyć dwa namioty i rozpalić ognisko.
-W nocy będą się wam śniły koszmary, które będą odzwierciedleniem waszych lęków i zmartwień, Raven. Las Maratoński to zbiorowisko czarnej magii i zakazanych zaklęć...Thomas!
Na mój widok Arya podbiegła i przytuliła mnie mocno. Zaśmiałem się i także odwzajemniłem uścisk, ale nie z taką siłą. Komuś na mnie zależy.
Oderwała się od mnie i pociągnęła za rękę do ogniska.
- Chodźcie opowiem wam na co musicie się przygotować.... Wyciągnęła małą książkę pod tytułem "Las Maratoński-historia" i przeglądała strony skracając informacje. Dostrzegłem błysk strachu nie tylko u Raven, ale i u Jake'a. A już się bałem, że tylko ja jestem przerażony.
-Najbardziej bałabym się ludów tu żyjących. Założę się, że wiedzą dlaczego tu jesteśmy i nas szpiegują. A co was zatrzymało podczas obserwacji?
I tu Jake i ja ożywiliśmy się, składając dokładny raport z tego co widzieliśmy. Arya przytaknęła.
-No tak... Klątwa Czasu...
Po zjedzonej kolacji w milczeniu, Raven zaproponowała wartę. Na ofertę dotrzymania jej towarzystwa, niemal natychmiast omówiła, co mnie zabolało. Kiedy Arya zasnęła i zaczęła cicho jęczeć we śnie z strachu wyszedłem z namiotu. Nie chciałem aby strach, który we mnie siedzi stanął ze mną oko w oko. Może dlatego Raven wzięła wartę? Boi się koszmarów?
-Boisz się, że zobaczysz rodziców?-zapytałem, odwróconą do mnie dziewczynę. Przyspieszyła oddech dalej odwrócona, poczułem się jak dupek. Jak mogłem tak prosto z mostu?
Jednak ona odwróciła się do mnie i przytuliła. Na koszulce poczułem jej łzy. Potem pokiwała głową.
***
-Połóż się, będę przy tobie- powiedziałem do siedzącej na kamieniu sennej towarzyszki-obiecuję. 
Spojrzała na mnie niepewnie. 
-Obiecujesz, że obudzisz mnie kiedy będę krzyczeć? 
Zgodziłem się niechętnie.Na trawie położyłem koc na którym siedziałem. Raven kładąc się na nim  zastanowiła się, po czym oparła głowę na moich kolanach. 
-Dobranoc- szepnąłem tylko. Zasnęła od razu po zamknięciu oczu.
Krzyki Jake'a i Aryi zagłuszyły pohukiwanie sów. Przy tak przerażających głosach nie miałem ochoty nawet zamknąć oczu. Głowa Raven na moich nogach zaczęła niebezpiecznie odwracać się to w lewo, to w prawo. Pierwsze krople potu pojawiły się na jej twarzy, a jęki bólu oznaczały, że widzi jeden z największych koszmarów.
Miałem ją obudzić, ale zdecydowałem, że spróbuję czegoś innego. Otarłem jej czoło z potu i czesząc jej włosy koniuszkami palców, szeptałem zalety i sytuacje, które je podkreślały. Zadziałało. Przestała pojękiwać, tylko co jakiś czas mamrotała coś w stylu: "odsuń się", "błagam...".
Nagle za krzewu wyłoniła się ludzka postać, spoglądająca na mnie pewnie od dłuższego czasu.
Poderwałem się na nogi, a głowa Raven powędrowała na miękką trawę.
-Proszę...- zacząłem odsuwając się od czarnej sylwetki - Proszę nie róbcie nam krzywdy...
Postać przekrzywiła głowę i zawołała coś w dziwnym, piskliwym języku. Zza jej pleców wysunęła się kobieta z tatuażem na brzuchu, przedstawiającym chyba różdżkę. Włosy miała związane w gruby kok, a krótka spódnica odsłaniała rany od cięć noża na nogach.
-Witaj, Znawco Języka Bogów. Co robisz 100 km od Akademii? Zbłądziłeś?
Spojrzałem na nią z przerażeniem. Nie wiedziałem jak mówić z ludźmi lasu. Modliłem się w myślach, aby wstała Arya, jednak dalej słyszałem krzyki przerażenia.
Kobieta zaczęła się niecierpliwić i zrobiła krok do przodu:
-Słyszeliśmy cię, Akhanie. Nie okłamiesz nas, mówisz w tym języku.
-Taak..-odparłem, czując, że zalewa mnie zimny pot- ale... my to nazywamy językiem pradawnym...
Kobieta spojrzała na mnie podejrzliwie:
-Zbłądziliście?
-Yyy... Nie, Pani... My...
Raven się poruszyła na trawie i otworzyła oczy. Spojrzała na mnie pytająco, pewnie dlatego, że byłem biały jak kreda. Przełknąłem głośno ślinę i próbowałem pokazać jej niewidocznym gestem, gdzie stoi przerażająca kobieta.
-O co chodzi?-spytała Raven, która dopiero po chwili ją zobaczyła.
Odskoczyła jakby polano ją zimną wodą.
Nagle głosy strachu moich towarzyszy umilkły i słychać było świst cięciwy. Poczułem ból w udzie.
Wrzask Raven.
Strzała w nodze.
Krzyki dzikich.
Podnoszenie przez kilka par rąk. Oto co pamiętam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz