środa, 11 listopada 2015

Rozdział 10: Chcąc cofnąć czas

Dobrze wiedziałam, że to się źle skończy. Jednak najbardziej zirytowało mnie spanikowanie podczas grającego na cały głos radia.
O tym co stało się potem nie chciałam nawet myśleć.
Dziwny staruszek prowadził nas chwilę korytarzem, by później skręcić gwałtownie w dotychczas nie zauważane przeze mnie drzwi. Zmarszczyłam brwi, ale weszłam za nimi.
Staruszek wypowiedział coś szeptem i przed moimi oczami pojawiło się mnóstwo kolorowych plamek, które zlały się ze sobą. Wydawało mi się, że ktoś coś krzyczy, jednocześnie ktoś płacze, a nawet błaga o pomoc. Dopiero po chwili dziwne wrażenie zniknęło i zdałam sobie sprawę, że starzec przeteleportował nas - staliśmy w zimnym i obskurnym pomieszczeniu, z mnóstwem zakurzonych ksiąg. Po chwili ze zdziwieniem zauważyłam, że starzec w jakiś sposób rozświetlił pomieszczenie. Naprawdę władał wielką mocą! Nie potrafiłam w to jednak uwierzyć. W Akademii uczyliśmy się, że magia dawno temu została zniszczona przez siły ciemności i tylko jeszcze nieliczni potrafili władać nią w tak prosty sposób, jak my się przemieszczamy albo mrugamy. Wszyscy uczniowie Akademii musieli magii się uczyć - a magowie robili to z niezwykłą łatwością, bez wcześniejszego przygotowania. Bardzo im tego zazdrościłam...
Staruszek uśmiechnął się lekko i zaklaskał w dłonie. Jakaś dziwaczna siła sprawiła, że pochyliłam się do tyłu i.. usiadłam na niezwykle wygodnym, czerwonym fotelu. Zerknęłam ukradkiem na Thomasa i zauważyłam, że on również patrzy zdezorientowany na fotel. Przed nami pojawił się malutki stolik na kawę, oczywiście z parującymi filiżankami... herbaty. Staruszek po chwili namysłu dodał jeszcze cukier i talerz ciasteczek. Sam usiadł na znacznie większym fotelu niż tym, na którym siedzieliśmy.
Nachylił się lekko do przodu i zaczął w nas wpatrywać. Trwało to niezwykle długo, czułam jakby wślizgiwał się w mój umysł. Natychmiast jednak go zablokowałam, co przyjął z jeszcze większym entuzjazmem.
- No, więc... Witam! - uśmiechnął się szeroko - Pewnie zastanawiacie się kim jestem i co do cholery chciałem wam pokazać!
Nie odpowiedziałam, bo uznałam to za pytanie retoryczne. Podobnie postąpił Thomas.
- Zapewne wiecie już, że powrócił Pan, a wraz z nim niezwykle silne siły ciemności. Niestety, jak zwykle skupia się on na zniszczeniu najbardziej obiecujących kandydatów na bogów. Chciał zacząć od ciebie Raven, również w ten sposób przesyłając ważną wiadomość reszcie: on wrócił i nie zawaha się przed niczym. Izyda jednak wiedziała o powracającej ciemności, pomogła Thomasowi, a on zdołał cię uratować. Niestety, Isabelle uciekła i o wszystkim poinformowała Pana.
- A co z Perry? - spytał rzeczowo Thomas.
- Perry, Perry. Tym razem może to was zdziwić, ale Pan miał w tym bardzo mały udział. Owszem, dziewczyna zwariowała przez wizje, które jej wysyłał, ale nie zniknęła ze szkoły. Niestety, była to... nasza sprawka. Musieliśmy przykuć waszą uwagę. Waszą, nauczycieli oraz bogów. Nikt tak właściwie nie zdawał sobie sprawy, że Pan jest tak silny. Może tylko Re, Horus i Izyda, jednak reszta bogów była do tego sceptycznie nastawiona. Kartka i ta biedna dziewczyna były przynętą na was.
Zamrugałam i spojrzałam zdziwiona na staruszka. Cała ta akcja, wbicie noża w nogę Thomasa, a także problemy z dyrektorem... Nawet nie wspomnę o znacznie pogorszonej psychice Perry.
- Po co to wszystko? Są łatwiejsze sposoby skontaktowania się z nami - mruknęłam.
- Uwierz mi, nie ma. Ciemność ma na wszystko oko. Zdołaliśmy ich przechytrzyć. Gdybyśmy skontaktowali się z wami w... normalniejszy sposób, zdaliby sobie sprawę, co chcemy zrobić. Tak naprawdę wyruszyliście w tą małą misję, żeby znaleźć kartkę z przepowiednią. Ale błagam was, przepowiednia nie byłaby ukryta na zwykłej kartce w ręce zwykłej dziewczyny. Tak naprawdę na tej kartce nic nie było. Chodziło tylko o rozmowę. A rozmowa jest niezwykle ważna.
Zaciekawiona, pochyliłam się lekko do przodu. Thomas założył ręce na piersi i spojrzał z uniesioną lewą brwią na mężczyznę. Odwróciłam wzrok, żeby nie widział, jak mu się przyglądam. A raczej jego ustom.
- Pewnie zastanawiacie się, co takiego jest w was specjalnego. My do końca również nie wiemy, mamy jednak pewne... poszlaki. Myślę, że łatwiej będzie mi to opowiedzieć w formie legendy - odchrząknął i uśmiechnął się lekko.
- Gdy ludzie coraz szybciej się rozwijali, bogowie egipscy musieli poważnie zastanowić się nad swoją pozycją. Wiedzieli, że coraz częściej ich autorytet jest podważany. Niestety, nie pomógł w tym Horus. Został uwiedziony przez piękną i bardzo młodą czarownicę, Ran, która liczyła na zachwianie równowagi, rodząc nowego półboga. Ran była przebiegłą i waleczną kobietą, która wątpiła w intencje bogów. Półbóg, Fortis, przyciągał uwagę. Chłopak cechował się niezwykłą zwinnością, siłą, a także porywczością. Bogowie byli rozwścieczeni, widząc kolejnego półboga. Niestety, liczne próby uśmiercenia go na nic się nie zdawały: ochraniała go matka, ale również Horus, który mimo wszystko traktował go jak syna. Poprosił Izydę o pomoc w ukryciu chłopaka i jego matki. Izyda z niechęcią zgodziła się, a po kilku tygodniach Fortis i Ran byli bezpieczni, ukryci głęboko pod ziemią. Powróciły siły ciemności, a bogowie nie dawali sobie z nimi rady. Horus uzmysłowił sobie, że potrzebują pomocy kogoś z ziemi: wezwano Fortisa i Ran. Dzięki nim bogowie zdołali zniszczyć ciemność. Na jakiś czas przestali bać się półbogów oraz czarodziejów, zawarli z nimi pewnego rodzaju porozumienie: w razie niebezpieczeństw będą łączyć siły, razem przeciwko siłom ciemności. Legenda głosi, że w obliczu najpotężniejszych sił ciemności, Fortis i Ran powrócą w innych wcieleniach i połączą swoje siły, by raz na zawsze pokonać drzemiące w otchłaniach zło.
Zamyśliłam się. Legenda była naprawdę ciekawa, kiedyś obiło mi się o uszy imię Fortis. Nigdy jednak nie słyszałam pełnej wersji tej opowieści. Jego pochodzenie, a także to, jak skończyła się jego historia, pozostawało tajemnicą. Wiedziałam, że staruszek nie opowiada nam tego bez przyczyny. Nie potrafiłabym jednak uwierzyć, że te kolejne wcielenia to ja i Thomas... Nie pasowałoby mi to do mnie. Nie jestem żadną czarownicą, dobrze bym o tym wiedziała. Zaklęcia nie należały do najłatwiejszych rzeczy, znacznie bardziej wolałam zwyczajną walkę mieczem. Po za tym... magia budziła we mnie strach. Nie dało się jej pokonać za pomocą zwyczajnej walki, tak jak miało to miejsce podczas starcia z Isabelle. Pan przekazał jej trochę czarnej magii, i ta odrobina wystarczyła, bym prawie nie zginęła.
- No dobra, a co to ma wspólnego z nami? - westchnął Thomas.
- Podejrzewamy, że mowa tu o was, Thomasie. Jesteście Fortisem i Ran.
Thomas mruknął coś nie wyraźnie pod nosem,
- To niemożliwe. Nie władam magią, nawet głupie zaklęcie niewidzialności sprawia, że staję się bardzo zmęczona. Gdybym naprawdę...
- Raven, pewne rzeczy przychodzą z czasem. Prawdziwa magia już dawno zniknęła - przerwał mi starzec-razem z odejściem twoich rodziców.
Zmarszczyłam brwi, jednak nie miałam żadnego sensowniejszego argumentu w zanadrzu.
- Ja również nie jestem taki jak Fortis. Nie władam dobrze bronią, już chyba lepiej rzucam zaklęcia - dodał Thomas- no i... nie jestem półbogiem.
Staruszek westchnął ciężko. Widziałam, że rozmowa przebiegła inaczej niż zakładał. Jeśli jednak myślał, że przyjmiemy to wszystko z uśmiechem? Chyba nie miał styczności z młodzieżą...
- W swoim czasie wszystko zrozumiecie. Na razie pewnie bardziej interesuje was przepowiednia, w końcu to dla niej ryzykowaliście wyrzucenie ze szkoły za włamanie się do gabinetu. Macie szczęście, że nasze... stowarzyszenie od dawna się nią interesuje - uśmiechnął się i klasną w ręce. Nie wiadomo skąd, na stoliku pojawiła się gruba i stara księga.
Starzec ostrożnie ją podniósł, tak jakby bał się, że zaraz rozpadnie się na małe kawałeczki. Obserwowaliśmy, jak z namaszczeniem przewraca kilkanaście stron. W końcu odnalazł szukaną stronę, bo uśmiechnął się szeroko. Odkaszlnął i zaczął mówić:
- Wiem, że przepowiednię czytałaś ty, Raven. Nie jestem pewien czy Thomas miał w ogóle z nią styczność.
Thomas posłał mi zirytowane spojrzenie i pokręcił głową. No tak, nie miałam czasu o wszystkim mu opowiedzieć. Poczułam się trochę winna, jednak powróciło wspomnienie kłótni w ogrodzie i przestałam czuć wyrzuty sumienia. Należało mu się!
- Przeczytam więc obie części: tą która jest w bibliotece, oraz tą drugą, która pewne sprawy wyjaśnia. Niestety, przepowiednia to wciąż przepowiednia, i została skonstruowana tak, by gdy przeznaczenie się zmieni, mogła dopasować się do tej małej zmiany. Wiecie pewnie, że to jednak wy tworzycie własny los i czasem możecie coś zmienić.
Staruszek ponownie odkaszlnął i wreszcie zaczął czytać:
Przodek absolwenta, Sarae i Datus Horusa, siły ciemności obudzić zdoła. Czwórka datusów zniszczyć ją podoła, niosąc największą ofiarę w dziejach świata. Wojowniczka Izydy, Rywal Sarae, Budzący Ciemność oraz Władający Czasem. Równowagę zachowując. Nim święto śmierci zbierze żniwo bogów. 
Zastanowiłam się nad tym. Nie budziło wątpliwości, że Wojowniczka Izydy to ja, a Budzący Ciemność to Thomas. Kim jednak jest Rywal Sarae i Władający Czasem?
- Teraz przeczytam wam drugą część, tak jakby... ulepszoną pierwszą.
Krew absolwenta Akademii, syn nieznanego, sarae, siły ciemności obudzić zdoła. Czwórka kandydatów bogów zniszczyć ciemność podoła, niosąc największą ofiarę w dziejach świata: życie i miłość. Wojowniczka Izydy, dziedziczka czarnej magii. Ukochana sarae, jego rywal. Budzący Ciemność oraz Władający Czasem, ten który przeznaczenie zmienić zdoła.. Równowagę natury zachowując. Nim święto śmierci zbierze żniwo bogów. 
- Przepraszam, czy w drugiej części jest błąd? Powinno być Rywalka Sarae - zauważył Thomas.
- Nie ma żadnego błędu. Chodzi tu o chłopaka, prawdopodobnie chodzi tu o jakąś zdradę  - wyjaśnił.
Zamrugałam kilka razy. Na pewno nie chodziło tu o mnie. Thomas jednak wiele razy musiał wpakować się w jakieś problemy z dziewczynami. Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś kolejny raz odpłacił mu się pięknym za nadobne.
- A Władający Czasem? Zdoła zmienić przeznaczenie? - zapytałam.
Starzec zamyślił się na chwilę. Dopiero po kilku minutach odpowiedział. Przez cały ten czas wpatrywałam się bezmyślnie w jego zamknięte oczy.
- Podejrzewamy, że chodzi tu o kandydata na boga, który zmieni swoje... powołanie. Zrozumie, że nie nadaje się na tego boga, na którego stanowisko tyle się przygotowywał, a nawet bogowie będą przychylni jego decyzji.
Westchnęłam cicho. To wszystko było dość mocno skomplikowane. Czego jednak mogła dotyczyć ta przepowiednia? Samej walki z siłami ciemności? Nie potrafiłam tego rozgryźć.
- Teraz chyba muszę wyjaśnić wam kilka kwestii. Pewnie nie będziecie mi chcieli uwierzyć... Musicie wyjechać, a wręcz uciec. Siły ciemności są coraz silniejsze, a Pan już raz prawie cię zabił, Raven. Nasze... stowarzyszenie znalazło pewne miejsce, w którym Pan ma najsilniejsze... że tak to nazwę, wtyki. Jeżeli zniszczycie źródło jego mocy, zniszczycie również jego armię. O, tak, zbiera się i ma zamiar zniszczyć bogów. Jest silniejsza niż zwykle, nikt na razie nie wie, dlaczego. Przepowiednia otwarcie mówi, że tylko wy będziecie w stanie go zniszczyć. Jeśli chcecie zniszczyć ciemność, musicie coś poświęcić...
- Nasze życie - mruknął pod nosem Thomas.
- Czasem warto poświęcić coś dużego, żeby zyskać coś wielkiego - odpowiedział zmęczonym głosem staruszek.
To wszystko było zbyt nierealistyczne, żebym mogła się nad tym dłużej zastanowić. A przede wszystkim to wszystko do siebie przyjąć i w to uwierzyć. Ja i Thomas... W podróży. Żeby zniszczyć Pana. Trzeba przyznać, że to brzmi naprawdę dziwnie i lekko przerażająco.
Starzec widział po naszych minach, że nie jesteśmy w stanie w to uwierzyć. Jednak przepowiednia... Musiało to mieć sens. W końcu nikt nie tworzy przepowiedni od tak. Nie tworzy ich również o grupce nastolatków z hormonami bez powodu. Musiałam przyjąć to wszystko do wiadomości, musiałam uwierzyć. Chociaż było mi bardzo ciężko.
- Oczywiście, stowarzyszenie będzie wam pomagać. Będziemy z wami cały czas w kontakcie, a w razie niepowodzeń lub poważnych problemów przybędziemy wam z pomocą. Musicie jednak pamiętać, że aby przepowiednia się wypełniła, sami musicie sobie poradzić. My możemy jedynie naprowadzić was na odpowiednią drogę.
- Powie pan nam w końcu o jakie stowarzyszenie chodzi? - spytałam niepewnie.
- No tak, no tak. Nie mamy pełnej nazwy. Członkowie stowarzyszenia to osoby obdarzone Wzrokiem, związane z Akademią lub byli jej pracownicy. A także kandydaci, którzy odzyskali pamięć.
Spojrzałam zszokowana na mężczyznę.
- Odzyskali pamięć? Ale to podobno niemożliwe...
- Niestety, a może i stety, nie. Kandydaci przypominają sobie, gdy ich życie jest narażone i automatycznie używają swoich mocy lub umiejętności, by przeżyć. W stowarzyszeniu jest kilka osób, które nagle wykazały się niezwykłą zwinnością i szybkością w starciu ze złodziejami, kilka przypadków osób, które użyły siły by uniknąć zderzenia z samochodem, uzdrowiciele, którzy uratowali umierającą osobę lub uleczyli swoje rany, a także kilka kandydatów, którzy wstawili się za kimś innym w obronie. Nie wiecie jeszcze wielu rzeczy o Akademii.... To mroczna instytucja. Nie mogę ich jednak winić, chcąc czynić dobro, muszą czasem czynić potworne zło. Nie chcę jednak robić wam mętliku w głowie. Pewnych rzeczy dowiecie się w swoim czasie....
- A kim pan jest? - Thomas nachylił się do przodu.
- Jestem pełnoprawnym dyrektorem tejże Akademii.
Znów szok. Zamrugałam kilka razy, żeby ta informacja w ogóle do mnie dotarła. To wyjaśniało by, w jaki sposób starzec w tak łatwy sposób wszedł do szkoły. Ale w takim razie... kim jest obecny dyrektor? I czy w ogóle powinniśmy wierzyć osobie siedzącej przed nami?
- To bardzo skomplikowane i jak już mówiłem, nie chcę wam robić mętliku w głowie. Ma to jednak coś wspólnego z Panem. Podczas podróży powinniście wszystko zrozumieć.
- Nie zgodziliśmy się jednak gdzieś jechać - zauważył Tom.
Jego głos przepełniony był niedowierzaniem i złością. Nie dziwiłam mu się. Za dużo szoku jak na jeden dzień...
- Bo chcę wam coś pokazać. Coś, co robią siły ciemności - westchnął.
Klasnął i nagle przed nami pokazał się jakby... hologram. Wyświetlały się na nim okropne sceny... Krew, krzyczący ludzie, kilka razy mignęła mi twarz Isabelle. Musiałam odwrócić wzrok, żeby nie zwymiotować.
Hologram zniknął. Wciąż jednak nie potrafiłam zgodzić się na wyprawę, szczególnie, że tożsamość dwóch pozostałych kandydatów na bogów była nieznana.
- Dam wam czas do namysłu. Prześpijcie się z tym, wrócę do was za tydzień. Postarajcie się również odnaleźć bogów, którzy pasują do opisu. My również się tym zajmiemy, pewnie bardziej dogłębnie niż wy... Teraz pozwólcie, że zaprowadzę was z powrotem do szkoły.
Staruszek cicho westchnął. Odłożył delikatnie księgę i znów klasnął w dłonie. Znowu pojawiło się wrażenie skurczu w żoładku i tysiące kolorowych plamek przed moimi oczami. Po chwili pojawiliśmy się w ciemnym i ciasnym pomieszczeniu, wyglądającym na składzik mioteł.
Mężczyzna otworzył nam drzwi, prowadzące na korytarz niedaleko recepcji. Wyszliśmy posłusznie za nim. Byłam w lekkim amoku. Mózg próbował przetrawić informacje, a ja usilnie je odrzucałam. Nie mogłam zaprzeczyć prawdziwości przepowiedni, jednak sprawa podróży i zniszczenia sił ciemności była zbyt skomplikowana, nawet jak dla mnie. Starzec miał rację: musiałam to przespać.
Odwróciłam się odruchowo gdy drzwi trzasnęły niezwykle głośno. Prawdopodobnie obudziły całą szkołę! Musieliśmy jak najszybciej wrócić do pokoi. Odwróciłam się z powrotem, żeby wkurzyć się na staruszka, ale jego... nie było.

***

Gdy stałam przed swoim pokojem, a Thomas odchodził w przeciwną stronę (oczywiście nie rozmawiał ze mną przez całą drogę) odważyłam się i za nim zawołałam. Odwrócił się szybko, jednak wyraz jego twarzy sprawił, że aż cofnęłam się o krok. 
Z oczu tryskała mu wściekłość. Niezwykle mocna. Nie potrafiłam znaleźć w nim chłopaka z jadalni, który skakał uciekając przed robakiem. 
Thomas podszedł do mnie, zaciskał ręce w pieści.
- Następnym razem uprzedź mnie, że jestem w jakiejś przepowiedni - warknął. 
Dotknęłam plecami drzwi pokoju, a on zbliżył się jeszcze o jeden krok.
- Nie wiem, czemu wszystko chcesz przede mną ukrywać. To dlatego wybiegłaś tak szybko z jadalni, tak? 
Potrafiłam jedynie skinąć głową. 
Staliśmy chwilę w ciszy, wpatrując się intensywnie w swoje oczy. Widziałam, jak powoli ucieka z nich złość. Wciąż jednak zaciskał dłonie w pięści. Nagle zobaczyłam, jak przenosi spojrzenie niżej. Chwilę później poczułam jego wargi na moich. Poczułam, jak lekko przyciąga mnie do siebie. Nie potrafiłam na niczym się skupić, w głowie kłębiło mi się tysiąc myśli na raz. Po chwili jednak zdałam sobie sprawę, że skupiam się już tylko na nim... 
- Wynocha! Do pokoi! Już! - odskoczyliśmy od siebie na dźwięk irytującego głosu Helen. 
Spojrzałam na Thomasa. Przygryzłam wargę gdy szybko odbiegł. Nawet na mnie nie spojrzał. 
Wymamrotałam słabe przeprosiny i szybko weszłam do pokoju. Helen mamrotała jeszcze coś pod nosem, ale jej nie słuchałam. Przekręciłam zamek w drzwiach i osunęłam się na podłogę. Długo siedziałam i uspokajałam oddech. 
Nagle usłyszałam trzaskanie w moje okno. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz