niedziela, 25 października 2015

Rozdział 8: Napięcie

Dyrektor zmrużył oczy, gdy Thomas wyszedł trzaskając drzwiami. Dopiero gdy zostałam sam na sam z tym przerażającym człowiekiem, zdałam sobie sprawę, że nie czuję się już tak pewnie. Thomas dodawał mi odwagi i pewności siebie, a z chwilą gdy wyszedł, oblał mnie zimny pot.
Pierwszy raz w życiu miałam styczność z Dyrektorem. Wbrew wszystkim opisom i historiom, był wysokim, szczupłym mężczyzną, z płowymi włosami i lekkim zarostem. Jego niebieskie oczy zdawały się przewiercać przez moją duszę. Mężczyzna odchylił się lekko do tyłu, a ja z ulgą stwierdziłam, że już nie wpatruje się we mnie tak intensywnie.
Splótł ręce i położył je na biurku.
- Raven. Będę mówić do ciebie po imieniu, bo bardzo rzadko widuję innych uczniów Akademii na żywo i bardzo rzadko rozmawiam z nimi w cztery oczy. Niestety, po niedawno zaszłej sytuacji będziemy zmuszeni zawiesić cię na kilka dni w prawach ucznia. Jedyna akcją uczniowską, w której będziesz mogła uczestniczyć, będzie pierwszy twój egzamin w tym roku, mianowicie walki z innymi uczniami. Lista twoich przeciwników zostanie przesłana ci pojutrze. Do tego czasu masz sprawować się nienagannie.
Poczułam, że robię się coraz bardziej wściekła. Jakim prawem śmiał mnie zawiesić, za to, że pomogłam Perry?! Gdyby nie ja i Thomas, nie wiadomo, czy ktoś w ogóle by ją odnalazł! Spojrzałam na dyrektora spode łba i już miałam się odezwać, gdy do gabinetu wparował strażnik. Z nosa leciała mu krew.
- Stawia opór, panie dyrektorze - mruknął i wytarł dłonią strużkę krwi.
Dyrektor westchnął, a ja zaczęłam gorączkowo myśleć. Kto może stawiać opór? Czy to możliwe, że chodzi o Thomasa? Co oni chcą mu zrobić?!
Usłyszałam odgłos szamotaniny i czyjś wściekły krzyk. Odruchowo poderwałam się z krzesła, ale napotkałam karcące spojrzenie dyrektora.
- Smathowie zawsze tak się zachowywali... - mruknął pod nosem.
Kompletnie nie wiedziałam o kogo mu chodzi, jednak niestety podejrzewałam, że chodzi im o Thomasa! Ale dlaczego miałby stawiać opór, do cholery?! Wydawało mi się, że poszukiwania Perry będą dobrym pomysłem, jednak jak na razie wszyscy tylko na tym cierpieliśmy.
Dyrektor kazał mi zostać w gabinecie. Nie mogłam jednak tak po prostu czekać, i to jeszcze nie wiedząc, co dzieje się z Thomasem! Wstałam po cichu i ruszyłam w kierunku drzwi. Usłyszałam podniesiony głos dyrektora. To dodało mi tylko kopa do działania, bo już po chwili stałam na korytarzu i wpatrywałam się w rozgrywającą scenę z szeroko otwartymi oczami.
Dyrektor prawie krzyczał na Thomasa, który trzymał skrzyżowane ręce na piersi. Uniósł głowę do góry, wyraźnie nie obchodziło go, że ma udawać skruszonego. I bardzo dobrze! Obok stało dwóch strażników, jeden miał podrapaną twarz, a drugim był ten, który zawiadomił dyrektora o nieposłuszeństwie Thomasa. Kiedy podeszłam bliżej, zauważyłam, że Thomas ma podbite oko! Spojrzałam wściekła na dyrektora, który krzyczał, jak głupio zachował się chłopak i jak zniszczył tradycję szkolną. Kto tu zniszczył tradycję, wyglądało na to, że straże użyły siły przeciwko Thomasowi!
Kompletnie nie zwróciłam uwagi na dyrektora i straże, tylko ruszyłam prosto w stronę Toma.
- Wszystko okej? - spytałam, znów ignorując resztę.
Dyrektor wciągnął gwałtownie powietrze.
- Panno Blake, kazałem zostać w gabinecie! To...
Pomyślałam, że bardzo chciałabym przestać słyszeć jego marudzenie. I nagle, ku mojemu zdumieniu, zamilkł! Zdezorientowany zamrugał kilka razy i tak jakby dopiero po chwili przypomniał sobie, co miał robić. Zmrużył oczy z wściekłością. Spojrzałam porozumiewawczo na Thomasa, jednak on również wyglądał na zaskoczonego. Byłam tak wkurzona na dyrektora, który okazał się może i przerażającym człowiekiem, ale jednocześnie bardzo bezbronnym, że nie miałam zamiaru odpuszczać.
- Natychmiast skierujcie się do...
I znów stracił rezon. Skupiłam się, żeby tym razem zrobił coś więcej. Może niech głośno ziewnie, bez zasłaniania ust ręką? Uśmiechnęłam się szeroko, gdy zrobił dokładnie to, co mu kazałam. Najwidoczniej to była jedna z umiejętności Izydy. Właściwie nie musiałam wysilać się na wpływaniu na dyrektora, tak mocno, jak musiałaby to robić Cath. Dosłownie promieniowałam z satysfakcji wprowadzania dyrektora w błąd.
Nagle jednak dyrektor zamrugał, a ja poczułam jakby coś odgrodziło mnie od jego umysłu. Najwidoczniej potrafił ochraniać się przed wścibstwem! Następnie jego wzrok spoczął na mnie i ponownie poczułam jak wwierca mi się w duszę. Skojarzyło mi się to z Cath i przeszukiwaniem mojej głowy... No tak! Dyrektor również potrafił wnikać w umysły. Całą swoją wolę skierowałam na stworzenie bariery, przez którą nikt nie będzie w stanie się przebić. Podziałało, bo zauważyłam wyraz zdziwienia na twarzy dyrektora. Uśmiechnęłam się tryumfalnie.

***

Godzinę później po raz setny zapewniałam jednego ze strażników, że nie mieliśmy pojęcia o dwójce absolwentów szkoły, kręcących się niedaleko dworca. Naprawdę nic nie wiedziałam. Podobno wszyscy byli pewni, że z nimi współpracowaliśmy. A oni byli poddanymi Pana. 
Westchnęłam z ulgą, gdy do sali wszedł trener Stohl. Uśmiechnął się do mnie smutno i skinieniem głowy poprosił strażnika o wyjście. Zestresowana napiłam się kolejnego łyka wody z plastikowego kubeczka, stojącego na biurku. 
Trener usiadł naprzeciwko mnie i cicho westchnął, jednak zaraz uśmiechnął się i spojrzał mi prosto w oczy,
- Uwierzyli wam.
Otworzyłam szeroko oczy i poderwałam się w górę, przez przypadek przewracając kubeczek na ziemię. Krzyknęłam cicho i podbiegłam do trenera. Powstrzymał mnie przed przytuleniem się.
- Wiem, że się cieszysz, ale co za dużo to nie zdrowo - mrugnął do mnie. 
- Trenerze, a... dlaczego dopiero teraz w to uwierzyli? - zapytałam. 
- Tyle trwało sprawdzanie wszystkich śladów, tropów, wnikanie w umysły. Dyrektor był wściekły, gdy zablokowałaś przed nim swój umysł, ale szczerze  - ściszył głos - jestem z ciebie dumny. To nic przyjemnego, czuć, że ktoś szpera w twoich wspomnieniach. Będziecie mogli jutro opuścić zajęcia i wszystkie godziny zostaną usprawiedliwione. Taka mała rekompensata za traktowanie was w ten sposób. Nagrodę wręczą wam dopiero za kilka dni, ale mam nadzieję, że będzie to coś naprawdę cennego!
Odetchnęłam z ulgą. A więc wszystko wreszcie się wyjaśniło. Nie zmieniało to faktu, że byłam cholernie wściekła na dyrektora i straże. Nikt nawet nie podziękował nam za odnalezienie Perry, tak samo nikt nie pozwolił mi porozmawiać z Thomasem. Dlatego też kolejne pytanie musiało go dotyczyć.
- A co z Thomasem? Wszystko z nim okej? 
- Chyba tak, wyglądał tylko na bardzo zirytowanego. Poszedł już jednak do swojego pokoju - odpowiedział Stohl.
Lekko się zawiodłam, myślałam, że będzie chciał ze mną porozmawiać o tej całej sytuacji. No cóż, miał jednak prawo odpocząć po tym wszystkim.
Trener odprowadził mnie do pokoju i na odchodnym pogratulował za odwagę, jaką wykazaliśmy podczas akcji poszukiwawczej. 
Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, przebrałam się w wygodną piżamę i ruszyłam w stronę łóżka. Chciałam tylko spać i zapomnieć o całym dniu. Gdy tylko położyłam głowę na poduszce, zasnęłam. 

***

Następnego dnia czułam się uważnie obserwowana i wiedziałam, że jestem numerem jeden wszystkich plotek i rozmów. Wstałam bardzo późno i wyszłam z pokoju dopiero na obiad. To oczywiście jeszcze bardziej wzmogło plotki. Gdy mijałam uczniów, słyszałam takie wersje, jak to, że walczyliśmy z ogromnym potworem, albo to, że tak naprawdę wymknęliśmy się ze szkoły na sekretną randkę. Te wszystkie plotki sprawiały, że bardzo poprawił mi się humor. Na szczęście nie musiałam iść na zajęcia, tak jak obiecał trener Stohl. Chyba nie dałabym rady siedzieć i słuchać nudnych wykładów nauczycieli, podczas gdy wciąż przed oczami stawałoby mi ciemne pomieszczenie i wciąż słyszałabym słowa Izydy. Na obiedzie nie pojawił się ani Thomas, ani Cath. Jake'a również nigdy nie widziałam. Lekko mnie to zdziwiło, ale na szczęście udało mi się usiąść z grupką kandydatek na Hathor. Rozmawiałyśmy niezobowiązująco, a ku mojej uldze, ani razu nie pytały mnie o wczorajszą akcję. Z jedną dziewczyną, Endome, naprawdę miło mi się rozmawiało. Być może będziemy mogły się zakumplować? Naprawdę potrzebowałam kogoś, z kim mogę po prostu się pośmiać, a nie zamartwiać przepowiednią, czy usiłowaniem zabicia mnie. 
Gdy po obiedzie wszyscy ruszyli na lekcje, ja postanowiłam przespacerować się po ogrodach Akademii. Spacerowałam pomiędzy idealnie przystrzyżonymi krzakami róż, mijałam owocowe drzewka, a po drodze kilka razy napotkałam na dość dziwne, ale ładne, tajemnicze kwiaty. 
- Raven? - usłyszałam za swoimi plecami.
Odwróciłam się i zdziwiona zauważyłam Jake'a. Jak zwykle miał lekko rozczochrane włosy i przyklejony ironiczny uśmieszek. Jednak odruchowo uśmiechnęłam się do niego i pomachałam. Chyba naprawdę przez ten cały dzień czułam się bardzo samotna! Jednak dobrze wiedziałam, że bardzo dobrze rozmawiało mi się z Jake'iem. Czułam, że możemy się nawet zaprzyjaźnić.
Przez jakiś czas rozmawialiśmy stojąc na środku ogrodu, dopiero później zorientowaliśmy się, że przecież możemy wygodnie usiąść na ławce. Nie miałam pojęcia, czemu, ale bardzo mnie to rozśmieszyło. Rozmawialiśmy bardzo długo, obgadując nauczycieli, pierwszoklasistów, a nawet zahaczając o temat kandydowania na bogów i strachu przed odpadnięciem. Jake sprawiał wrażenie idealnego słuchacza, zresztą, ja też starałam się dawać mu pole do wygadania się.
W chwili gdy opowiadał właśnie, jak jakiś czas temu wieczorem dostał liścik od tajemniczej wielbicielki (co oczywiście opowiadane przez niego brzmiało jak najśmieszniejsza historia na świecie), zauważyłam, że w naszą stronę zbliża się Thomas. Na jego widok odetchnęłam z ulgą. Od powrotu do Akademii ani razu go nie widziałam, nie miałam również pojęcia jak się czuje. Właśnie tą rozłąką tłumaczyłam sobie ciepło rozlewające po sercu, gdy obserwowałam jak idzie przez ogród. Miał jednak niewyraźną minę i nie odpowiedział na mój uśmiech. Stało się coś złego? Miałam nadzieję, że tylko mi się wydaje...
- Cześć Raven. Jake - mruknął.
Uniosłam lewą brew. Nie wyglądał na szczęśliwego.
- Wyglądasz na przygnębionego - wyszczerzył się Jake.
Zmarszczyłam brwi. Dobrze wiedział, że coś jest nie tak, ale jeszcze z premedytacją chciał to pogorszyć. Naprawdę się nie lubili. Już miałam coś powiedzieć, gdy zareagował Thomas.
- Nie obchodzi mnie jak wyglądam. Chcę pogadać z Raven na osobności - warknął, zupełnie jak nie on.
Atmosfera zrobiła się tak gęsta, że wydawało mi się, jakbym ciężej oddychała. Spojrzałam przepraszająco na Jake'a i wstałam, ale chłopak również stanął i lekko osłonił mnie ręką. Ten gest bardzo mnie zirytował.
- Miło nam się gadało, dopóki ty nie przyszedłeś. Wracaj do Verli - powiedział sarkastycznie.
Coś zmieniło się w oczach Thomasa i jego oczy powędrowały w stronę Jake'a. Mierzyli się spojrzeniami, zupełnie jakby zapomnieli o mojej obecności!
- Słuchaj, odpuść sobie, i tak nie masz u niej szans - burknął Thomas i przybliżył się jeszcze bardziej w stronę Jake'a.
Jego ton lekko mnie zaniepokoił, ale równocześnie zbulwersował. Nie mieli prawa dyskutować o mnie tak, jakby mnie tu w ogóle nie było!
- Nie masz nade mną władzy - krzyknęłam głośniej niż zamierzałam - Nie jestem małym dzieckiem i wcale nie musisz mnie chronić!
- Właśnie, że muszę! Zachowujesz się jak naiwna idiotka! W ogóle nie potrafisz zrozumieć, czego ten facet od ciebie chce! - Thomas krzyczał jeszcze głośniej niż ja.
Odepchnęłam rękę Jake'a i przestałam zwracać na niego uwagę. Liczył się tylko Thomas. I to jak bardzo się na niego wkurzyłam.
- To, że raz uratowałeś mnie przed Isabelle, od razu nie znaczy, że jestem słaba! Myślisz tak jak wszyscy faceci - kobiety są słabe i puste w środku! - prychnęłam ironicznie.
- Wcale tak nie uważam! Po za tym, to ty prawie nie sprawiłaś, że musieli amputować mi nogę! Masz szczęście, że jestem kandydatem na Horusa!
- Masz rację, mogłam wycelować lepiej i trafić cię prosto w serce!
- Przynajmniej nie musiałbym teraz oglądać ciebie i tego dupka!
Zaśmiałam się ironicznie.
- Nie mów mi teraz, że jesteś o mnie zazdrosny! Dobrze wiem, że wcale ci na mnie nie zależy! - prychnęłam.
Thomas zacisnął pięści i dopiero po chwili się odezwał.
- Nie wiesz o czym mówisz.
- Dobrze wiem o czym mówię! Nieważne co zaczyna mi się wydawać, potem i tak zawsze wychodzi na to, że mnie unikasz! Wstydzisz się mnie, prawda? Dla ciebie liczą się dziewczyny pokroju Verli! - krzyknęłam jej imię na cały głos.
- Przynajmniej dobrze wie czego chce, w przeciwieństwie do ciebie! I mogę z nią normalnie porozmawiać, bez obawy, że będzie chciała mnie zamordować! - wykrzyknął.
Nastała cisza. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę z nienawiścią. Zaraz jednak spuściłam wzrok i wzięłam głęboki oddech. Nie chciałam, żeby doszło do kłótni. Zerknęłam ukradkiem na Jake'a, który stał i z lekkim zdziwieniem obserwował całą scenę. Nie potrafiłam spojrzeć na Thomasa. To co powiedział bardzo mnie zabolało, w sumie trochę paradoksalnie. Nie powinnam się tym przejąć, gdyby powiedział to ktoś inny, na pewno bym to olała. Jednak w jego przypadku było inaczej.
Thomas odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie z zaciśniętymi pięściami.
Wpatrywałam się w niego i nie potrafiłam w to uwierzyć. Tak po prostu sobie poszedł?! Jake próbował coś powiedzieć, ale pokręciłam tylko głową. Postanowiłam wrócić do środka.
Musiałam pobyć sama i to wszystko przetrawić. A przede wszystkim dowiedzieć się, dlaczego Jake i Thomas tak bardzo się nienawidzą.

***

Porzuciłam swoje śledztwo po 10 osobie, którą delikatnie i sugestywnie przesłuchiwałam. Wyglądało to tak, że po prostu zarzucałam byle jaki temat, a potem starałam się nakierować rozmowę na temat Jake'a i Thomasa. Zazwyczaj ludzie podchwytywali temat, jednak przekręcali go i zmieniali to w litanie na temat tego, jak bardzo Jake jest przystojny (dziewczyny), albo jak dziwne, że sarae jest kandydatem na Horusa (chłopaki). Moje nakierowywanie na temat ich wzajemnej relacji też całkiem się udawało, jednak nikt nie potrafił mi wprost powiedzieć, co między nimi zaszło. Raczej nikt tak naprawdę nie wiedział o co im chodziło. Wiedziałam, że będę mogła poznać prawdę tylko w jeden sposób - spytać o to Jake'a lub Thomasa. Po ostatniej kłótni z Tomem i zachowaniu kandydata na Re raczej nie miałam ochoty widzieć żadnego z nich. Zresztą, nikt nie kwapił się żeby ze mną porozmawiać!
Od dwóch godzin siedziałam w sali gier i rozmawiałam z Endome. Czułam, że możemy się zaprzyjaźnić. Nie oceniała mnie tak jak Cath i nie rozprawiała ciągle na temat ciekawostek naukowych. No i nie wnikała mi bez pytania w umysł.
- ... wtedy przeskoczyłam nad drabinką i wpadłam prosto w błoto! Oczywiście ON to widział - zachichotała.
Zaśmiałam się głośno i wyobraziłam sobie scenę; niezdarna Endome wpadająca twarzą w błoto, tuż przed chłopakiem, który jej się podobał!
- No, a tobie ktoś się podoba? - zapytała niewinnie i uśmiechnęła się szeroko.
Wymierzyłam jej kuksańca w żebro, ale naprawdę zaczęłam się zastanawiać nad odpowiedzią. Czy ktoś mi się podoba? Przed moimi oczami pokazała się twarz.. nie, w życiu! Natychmiast odpędziłam natrętną myśl i pokręciłam przecząco głową. Jemu na mnie nie zależy. Ewidentnie to dzisiaj pokazał!
- Nie jestem do końca pewna - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się przepraszająco.
Endome na szczęście nie była wścibska i szybko zmieniła temat. Zaczęła obgadywać jakąś dziewczynę, która podstawiła jej nogę podczas treningu. Kandydatki na Hathor również musiały brać w nich udział. Słuchałam jej historii z udawanym zainteresowaniem, ponieważ zauważyłam, jak do sali pełnej śmiejących się uczniów wchodzi Cassidy. Jak zwykle uczepiona ramienia jakiegoś czwartoklasisty. Oczywiście, Cassidy zawsze chodziła  z najstarszymi i najpopularniejszymi. Jakby to naprawdę było najważniejsze w związku. Nie zwróciła na mnie uwagi i gdy tylko się oddaliła, odetchnęłam z ulgą. Nie chciałam dzisiaj znosić kolejnej kłótni.
- A, właśnie! Słyszałam coś o tej dziewczynie... Perry, tak? - powiedziała ściszonym głosem Endome.
Skinęłam głową, żeby zaczęła mówić dalej. Czy coś jej się stało? Miałam nadzieję, że nikt nie wpadł na pomysł wyrzucenia jej ze szkoły!
- Podobno leżała nieprzytomna cały dzisiejszy dzień, a gdy się przebudziła, pielęgniarka zauważyła, że przez cały ten czas w zaciśniętej pięści trzymała jakąś kartkę! Ciekawe co tam było - uśmiechnęła się tajemniczo.
Serce zaczęło mi szybciej bić. Kartka! KARTKA! Jak mogłam o niej zapomnieć! Przez to całe zamieszanie zapomniałam o najważniejszym: wiadomości od Pana. Skierowanej do mnie.
- Gdzie... gdzie jest ta kartka? - starałam się opanować głos, jednak i tak lekko mi drżał.
Endome uniosła brew.
- Hm, no nie wiem. Pewnie zaniesiono ją do pani Helen, żeby ją zbadała. Ale na dziś już skończyła pracę, czyli pewnie zamknęła swój gabinet - wzruszyła ramionami.
Chwała Bogu, że Perry dopiero teraz się wybudziła. Może była jakaś szansa, że pani Helen była zbyt leniwa i nie zwróciła na nią jeszcze uwagi. Tego musiałam się uczepić, bo nie miałam innego wyjścia jak mieć nadzieję. Nie miałam wątpliwości, że muszę kartkę ukraść. Tylko... czy po kłótni miało sens prosić o pomoc Thomasa?
Spojrzałam w przestrzeń. Podjęłam decyzję.

by Julire

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz