Rozejrzałam się po stołówce. Większość uczniów rozmawiała przy swoich grupkach przy stołach, niektórzy pierwszoroczni musieli siedzieć na podłodze, z powodu braku miejsca. Trochę im współczułam, bo kiedyś sama przez to przechodziłam. Zastanawiałam się, ile jeszcze lat bogowie będą mieli zamiar szukać kandydatów. Do tej pory wybrali na razie zastępstwa na rolę pobocznych bożków, ewidentnie czekali na kogoś potężnego. Jednak on nigdzie się nie pokazywał.
Nagle mój wzrok przykuła Cassidy. Siedziała pięć stołów dalej i śmiała się sztucznie z żartu kandydata na Amona, Tylera. Nagle spojrzała na mnie. Nie miałam ochoty na walkę spojrzeń, więc udałam, że nie zwróciłam na nią większej uwagi.
- Raven, pośpiesz się, powinnaś już iść do szatni - ponagliła mnie Cath.
Przewróciłam oczami. Czasami naprawdę irytowała mnie jej stu procentowa punktualność, wolałam przyjść lekko spóźniona, niż wcześniej. Dobrze wiedziałam, że i tak wszystkich prześcignę. Ach, ta skromność.
Nie odpowiedziałam jej, tylko przyspieszyłam z jedzeniem płatków. Zerknęłam kątem oka na mój plan zajęć, leżący obok szklanki z sokiem pomarańczowym. Po treningu od razu miałam zajęcia z magii miłości. Tylko nie to! Nauczycielka uważała mnie za pozbawioną uczuć i wrażliwości dziewczynę, która jest dobra tylko w wyścigach i walce. Cudownie, prawda? Po za tym, zajęcia z magii miłości polegały głównie na warzeniu eliksirów miłosnych, posyłaniu zaklęć deprymujących i podstaw przesyłania myśli. Nie było to niestety tak zaawansowane, jak w przypadku kandydatek Dżehuti. Cath mogła bez problemu czytać myśli ludzi lub kazać im coś zrobić i powiedzieć, ja natomiast ledwo potrafiłam przesłać prostą informację do umysłu innej osoby.
- Raven, ja... myślę, że przepowiednia ma jeszcze drugą ważną część - wyznała cicho.
Natychmiast przestałam jeść i spojrzałam na nią z wyrzutem i niedowierzaniem.
- Jak to, ma drugą część?! Dlaczego wcześniej nie raczyłaś mi o tym powiedzieć? - prychnęłam zirytowana.
To mogło kompletnie zmienić sens tej przepowiedni albo przynajmniej mogło pomóc nam dokładniej wszystko zrozumieć. Koniecznie musiałam ją przeczytać.
- Nie wiedziałam, że ma drugą część! Na wczorajszych wieczornych zajęciach z historii bogów, pani Anderson opowiadała o znaczeniu przepowiedni i podań - fajny przypadek, prawda? Powiedziała, że większość niejasnych przepowiedni została sporządzona podwójnie, jednak druga część ma proste rozwiązanie. Tylko jednak ktoś potężny i zdeterminowany potrafi ją odnaleźć.
- Jesteś pewna, że nasza również ma drugą część? I przede wszystkim: masz jakiś pomysł, gdzie może być? - spytałam zainteresowana.
Cath wzruszyła ramionami.
- Mam nadzieję, że jest druga część. Musimy spróbować ją znaleźć, myślę, że to może bardzo pomóc. Po za tym... ech, w nocy przez przypadek wniknęłam do twojego umysłu.
Otworzyłam szeroko oczy.
- CO?! - wrzasnęłam na całą stołówkę.
Rozmowy na chwilę umilkły i wszyscy spojrzeli na mnie. Ja jednak to zignorowałam i posłałam Cath mordercze spojrzenie. Nienawidziłam, kiedy czytała moje myśli lub przeglądała moje wspomnienia. A co dopiero, gdy robiła to bez mojej wiedzy?! To sprawiało, że traciłam do niej zaufanie. Ile razy robiła coś takiego i mi o tym nie mówiła?
- Przypadkowo! Leżałam w łóżku i zastanawiałam się nad przepowiednią i twoją rolą w niej, a wtedy... nagle przeniosłam się nad polanę, widziałam twoją rozmowę z tym dupkiem i... głos Izydy. Przepraszam, naprawdę nie chciałam, ale nie potrafiłam uciec z twojego umysłu. To tak jakby ktoś specjalnie trzymał mnie i pilnował, abym nie uciekła.
Prychnęłam, zbyt wściekła, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Pewnie, że przesadzałam, ale poczułam się w pewien zdradzona.
- Dobra, muszę iść na trening. Zobaczymy się później - pożegnałam się chłodno i wstałam od stołu.
Cath coś za mną zawołała, ja jednak musiałam to wszystko uporządkować. A więc tak: prawdopodobnie przepowiednia ma drugą część, która może być dosłownie WSZĘDZIE, nie tylko w naszej Akademii, Cath wniknęła do mojej głowy i wiedziała, przed czym mnie ostrzegano. Musiałam zastanowić się, czy możliwe, że siły ciemności potrafią zaatakować naszą Akademię.
Wiedziałam, z kim muszę porozmawiać: z tym sarae, Thomasem Levithanem.
***
O wydaleniu Pauli dowiedziałam się kilka godzin później, gdy szłam w stronę pokoju Thomasa. Czekałam aż do tyle czasu, by złapać go po zajęciach. Wiedziałam, że to bez sensu i nie ma w ogóle potrzeby go o tym wszystkim informować, ale po tym jak przekonałam się, że jest sarae i kandyduje na Horusa, wiedziałam, że musi być potężny. Jednak po wydaleniu Pauli, nie byłam taka pewna, czy ma sens teraz mu o tym mówić. Postanowiłam, że spróbuję lekko go pocieszyć i zobaczę, czy jest w dobrym stanie na poważne i dziwne rozmowy. Rozumiałam, jak ciężko pogodzić się z wydaleniem przyjaciela...
Rok temu musiałam pożegnać się z Isabelle. Isabelle była taka jak ja: waleczna, uwielbiała treningi, kochała naśmiewać się z Cassidy i jej grupki. Byłyśmy nierozłączne, wszystko robiłyśmy razem: nawet na bale chodziłyśmy jako para, wzbudzając wiele nieprzyjemnych plotek. Pewnego razu Isabelle wymknęła się w nocy, gdy smacznie spałam, na moją polankę. Kandydowała na Bastet, więc nie mogłam się dziwić, że chciała odkryć kolejne tajemnice Akademii. Z opowieści uczniów wywnioskowałam, że robiła to z grupką Cassidy. To wystarczająco mocno mnie zabolało. Oficjalnie zostali zaatakowani, a Isabelle spanikowała i zraniła ciężko parę osób, zamiast zranić zmorę. Akademia bardzo surowo traktowała takich uczniów, nie mieli innego wyjścia jak wyczyścić wspomnienia Isabelle i odesłać ją do rodziny śmiertelników. Nawet nie zdążyłam się z nią pożegnać, wszystko załatwili podczas gdy spałam. O mało co, a ja również nie zostałam wydalona, bo byłam tak wściekła, że przeze mnie wszystkie żyrandole w korytarzu roztrzaskały się na podłodze, a sekretarka Helen prawie wypadła przez okno sekretariatu. Cóż....
Nie byłam jednak najlepsza w pocieszaniu innych osób. Najlepsze co potrafiłam powiedzieć: "Wszystko będzie dobrze". Przez to nie byłam raczej dobrą osobą, by podnieść Toma na duchu, ale musiałam spróbować. Niestety, miałam raczej egoistyczne pobudki: chodziło mi tu raczej o przepowiednię.
Dotarłam do pokoju Pauli. Helen (choć raczej nie ucieszyła się na mój widok) powiedziała mi, że od dłuższego czasu nie wychodził z jej pokoju. To niestety nie znaczyło, że jest w dobrym stanie...
Weszłam do pokoju i zobaczyłam go kompletnie rozbitego. Uśmiechnęłam się słabo - naprawdę bardzo mu współczułam - nikt nie powinien tracić swoich przyjaciół w taki sposób. Dyrektor Akademii - kimkolwiek był, bo nikt nigdy go nie widział, jedynie kilku nauczycieli - nie rozumiał tego. Traktował wychowanie nas bardzo poważnie, co dało się zrozumieć. Jednak jakim prawem może decydować o całkowitym wymazaniu wspomnień i wprowadzeniu poczucia, że jest się nikim? To nie było fair.
- Słabo mi to idzie - westchnęłam.
Naprawdę nie potrafiłam rozmawiać z ludźmi, gdy musiałam ich pocieszać. Przecież nie powinnam składać fałszywych obietnic, ale mówiąc prawdę, że stracili ważną osobę...
- Fakt - uciął i zamknął oczy.
Wiedziałam, że chce, abym wyszła. Jednak ja tak łatwo się nie poddawałam! Wiedziałam już, że nie powinnam mówić mu na razie o przepowiedni wprost. Co jednak, jeżeli powiem jakąś aluzję? Raczej nie jest idiotą, powinna zapalić mu się czerwona lampka, w stylu "coś tu nie gra, o co może jej chodzić?" Wpatrywałam się w niego przez dłuższą chwilę. Naprawdę nie wiedziałam, co mogę mu powiedzieć! Wspomnieć coś o jego mocy? No tak, ale on pewnie nawet nie wiedział, kto to jest sarae! Był taki niedoinformowany... Miał jednak naprawdę idealne rysy twarzy. Chwila...!
Westchnęłam. Muszę mu to przekazać.
Wstałam, żeby wzbudzić jego uwagę. Dobra. Czas zacząć.
- Thomas. Masz na imię Thomas - zauważyłam odkrywczo i w duszy skarciłam się za tą głupotę.
- A ty Cassidy - odparł.
No cóż, to kłamstwo mogło zniszczyć nasze nowo budujące się zaufanie. Trudno.
- Nie, okłamałam cię. Tak naprawdę jestem Raven - uśmiechnęłam się słabo.
Spojrzał na mnie lekko wystraszony. Czyżby to imię budziło jakieś złe wspomnienia? Miałam nadzieję, że nie. Nie chciałam, żeby był do mnie wrogo nastawiony. Szczerze - naprawdę się stresowałam, czy wszystko dobrze powiem. Nie chciałam od razu go przestraszyć.
- Słuchaj, wiem, że jesteś bardzo potężny, jak na sara... -Urwałam. Dobrze wiedziałam, że nie wie co to znaczy, nie chciałam mu pomieszać w głowie- nowicjusza. Myślę, że muszą istnieć jakieś podania, w których coś jest napisane, o kandydatach takich jak... ty - skończyłam przerażona.
Boże, to brzmiało naprawdę słabo i zagmatwanie. Widziałam jego pytające spojrzenie i jęknęłam w duchu. W ogóle mu nie pomogłam, a aluzja była słaba. Trudno.
- Dobra, ja już pójdę... Muszę się spieszyć na zajęcia - uśmiechnęłam się sztucznie.
Zawołał coś za mną, ja jednak prawie wybiegłam z pokoju Pauli. Gdy wyszłam na korytarz, od razu poczułam się lepiej, tak jakby pokój wypełniono rozpaczą i rozgoryczeniem. Wciągnęłam świeższe powietrze. Moja misja została wykonana, chociaż wcale nie byłam zadowolona. Mogłam zrobić to sto razy lepiej, jednak zbyt mocno się stresowałam. Nie potrafiłam wskazać przyczyny stresu. Może to dlatego, że miałam go pocieszyć? Nie, to na pewno nie to.
Ruszyłam do swojego pokoju, zbyt zmęczona by rozmyślać o tym wszystkim. Dobrze, że mieliśmy jednoosobowe pokoje, nie miałam ochoty męczyć się ze współlokatorką. Nawet, jeśli chodziłoby o Cath.
Dotarłam do drzwi numer 158, wyjęłam klucz z kieszeni moich granatowych spodni i je otworzyłam. Cicho skrzypnęły, gdy otworzyłam je na oścież. Dom, słodki dom.
Zamknęłam drzwi i od razu ruszyłam w stronę łóżka. Spać spać spać spać. Ze zdziwieniem zauważyłam, że coś jednak na nim leży. List w kopercie, zaadresowanej do mnie.
Drżącymi rękoma rozerwałam zaklejoną kopertę i wyjęłam list. Niedbale złożona kartka, ale za to śliczny charakter pisma. Znajomy charakter pisma. Nie, to niemożliwe, żeby była to...
Raven,
wiem, że to zabrzmi bardzo podejrzanie. Nie wiem, co nas łączyło, kim dla siebie dokładnie byłyśmy, ale wiem, że zależało mi na tobie. Pamiętam tylko twoje imię i to, że masz piękne włosy. Moje wspomnienia powracają. Na początku myślałam, że to sny, ale były zbyt realne - mogłam czuć zapach, smak, a także emocje. Pewna kobieta znalazła mnie i wszystko opowiedziała. Nie podała jednak swojego imienia, zaprezentowała mi swoje umiejętności, więc nie miałam wyjścia, jak jej uwierzyć. Przekazałam jej list, żeby ci go wręczyła. Mam nadzieję, że to zrobiła. Jeśli to czytasz, wiedz, że wciąż jestem sobą. Spotkajmy się za tydzień, na dworcu kolejowym przy Akademii o północy. Ubierz coś, żeby nie było widać twojej twarzy. Proszę uwierz mi.
Twoja,
Isabelle
Wydałam z siebie cichy pisk i rzuciłam odruchowo list na drugi koniec pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Głośno, rozpaczliwie i długo. Tego było za wiele. Isabelle... pamięta? To nigdy się nie zdarzyło! Robota była zawsze idealnie wykonana! Rok zajęło mi dojście do siebie po jej wydaleniu, czasami zresztą zdarzały mi się złe dni, w trakcie których chodziłam przygnębiona i rozdrażniona. Dziwiłam się Cath, że ze mną wytrzymuje. A teraz... nagle wróciła? Owszem, powinnam się cieszyć, ale gdy odeszła czułam się jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Rana zasklepiła się wraz z nożem sterczącym z mojej piersi, a teraz, tym listem, ktoś go wyrwał i otworzył ranę na nowo. Po co, więc czekałam aż krew zacznie krzepnąć, jeżeli ona spowodowała, że leci jej jeszcze więcej? W dodatku nie mogłam wykluczyć, że to wszystko jest chorym żartem. Kto jednak miałby w tym cel? Cassidy? Musiałam więc przeczekać. Albo poradzić się Cath. Mimo, że nie miałam najmniejszej ochoty z nią rozmawiać, w ogóle z nikim, musiałam poprosić ją o radę. Ona zawsze kierowała się rozumem i starała się myśleć logicznie. Ja zawsze robiłam wszystko pod wpływem impulsu, nie zastanawiałam się zbyt długo co zrobić. Często tego żałowałam. Dlatego teraz tak bardzo potrzebowałam chłodnej kalkulacji Cath.
***
Kilkanaście puknięć w drzwi mojej przyjaciółki później, Cath otworzyła drzwi. Wyglądała jakbym ją obudziła, jednak byłam zbyt roztrzęsiona listem, by zwrócić na to uwagę. Spojrzała na mnie z lekko uniesioną brwią. Bez słowa podałam jej list od "Isabelle". Przez ułamek sekundy wahała się, czy przyjąć list. Pewnie zastanawiała się po cholerę daję jej jakiś list, zamiast powiedzieć coś wprost. Jednak gdy tylko zaczęła czytać, zrozumiała.
- O Boże, Raven... Wejdź - westchnęła ciężko.
Ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Mimo wszystko, to ja zawsze prosiłam ją o radę, ona częściej mnie wspierała. Nawet, gdy odrzucałam ją na rzecz Isabelle, zawsze była przy mnie. Stanowczo nie zasługiwałam na tak wspaniałą przyjaciółkę. Ta myśl jeszcze bardziej mnie dobiła, więc gdy wchodziłam do pokoju Cath powstrzymywałam łzy, zbierające się w kącikach oczu. Byłam zdumiona, że po tak długim płakaniu, wciąż mogę tworzyć nowe łzy.
- Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi - mruknęła Cath i usiadła na swoim łóżku.
W jej pokoju walało się mnóstwo papierów, otwartych książek oraz ołówków i długopisów. Widać było, że ciągle się uczy lub czyta. Czasami bałam się, że trochę przesadza i może się to naprawdę źle skończyć.
- Co kiedyś nastąpi? - zapytałam zdziwiona, usiadłam na krześle przy biurku nie przejmując się papierami gniotącymi się pod moim ciężarem.
- Posłuchaj. Odejście Isabelle było dla ciebie wielkim ciosem, jednak nie znałaś jej tak dobrze jak ja. Uważałaś ją za swoją najlepszą przyjaciółkę, ale nie wiedziałaś, jaka jest naprawdę - westchnęła, nie potrafiła spojrzeć mi w oczy.
Nie potrafiłam nic jej odpowiedzieć. Wpatrywałam się w nią ze zdumieniem i jednocześnie nie potrafiłam uwierzyć jej w ani jedno słowo. Isabelle była moją przyjaciółką, rozumiałyśmy się nawzajem i razem przezwyciężałyśmy nasze problemy. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że mogłaby być zupełnie inną osobą!
- Wiedziałam, że coś przede mną ukrywa. Pewnego razu zobaczyłam, jak... rozmawia z roślinami. Jej oczy były całkiem białe, wyglądała przerażająco... Od tego czasu bacznie ją obserwowałam. Widziałam, jak się przy tobie zmienia. Wobec mnie zachowywała się wrednie, wciąż coś jej nie pasowało. A tamtej nocy... szłam za nią.
- Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi - mruknęła Cath i usiadła na swoim łóżku.
W jej pokoju walało się mnóstwo papierów, otwartych książek oraz ołówków i długopisów. Widać było, że ciągle się uczy lub czyta. Czasami bałam się, że trochę przesadza i może się to naprawdę źle skończyć.
- Co kiedyś nastąpi? - zapytałam zdziwiona, usiadłam na krześle przy biurku nie przejmując się papierami gniotącymi się pod moim ciężarem.
- Posłuchaj. Odejście Isabelle było dla ciebie wielkim ciosem, jednak nie znałaś jej tak dobrze jak ja. Uważałaś ją za swoją najlepszą przyjaciółkę, ale nie wiedziałaś, jaka jest naprawdę - westchnęła, nie potrafiła spojrzeć mi w oczy.
Nie potrafiłam nic jej odpowiedzieć. Wpatrywałam się w nią ze zdumieniem i jednocześnie nie potrafiłam uwierzyć jej w ani jedno słowo. Isabelle była moją przyjaciółką, rozumiałyśmy się nawzajem i razem przezwyciężałyśmy nasze problemy. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że mogłaby być zupełnie inną osobą!
- Wiedziałam, że coś przede mną ukrywa. Pewnego razu zobaczyłam, jak... rozmawia z roślinami. Jej oczy były całkiem białe, wyglądała przerażająco... Od tego czasu bacznie ją obserwowałam. Widziałam, jak się przy tobie zmienia. Wobec mnie zachowywała się wrednie, wciąż coś jej nie pasowało. A tamtej nocy... szłam za nią.
Wciągnęłam głęboko powietrze. Nie. Nie, proszę.
- Wkurzyła się. Rzuciła we mnie zaklęciem czarnomagicznym i znów jej oczy stały się całe białe... To znaczyło, że ktoś nią kierował. I o mało co, a by mnie nie zabiła. Widziałam potem, jak odchodzi, ale ja zdążyłam ją powstrzymać, wnikając do jej umysłu. To co tam zobaczyłam... Raven, Isabelle kiedyś była sobą, ale owładnęły ją siły ciemności. To dlatego została wydalona. Zagrozili mi, że jeśli komukolwiek o tym opowiem, również zostanę wyrzucona. Dlatego nikomu nie możesz o tym powiedzieć, rozumiesz? Boję się, że nawet mówiąc ci to wszystko mogę wylecieć... Ale po tym liście nie mogę cię trzymać dłużej w nieświadomości. Nie możesz iść na to spotkanie, rozumiesz? Ona na pewno nie ma dobrych zamiarów.
Bez słowa wstałam i wyszłam.
Ten dzień mogę oficjalnie nazwać jednym z najgorszych w moim życiu.
By Julire
- Wkurzyła się. Rzuciła we mnie zaklęciem czarnomagicznym i znów jej oczy stały się całe białe... To znaczyło, że ktoś nią kierował. I o mało co, a by mnie nie zabiła. Widziałam potem, jak odchodzi, ale ja zdążyłam ją powstrzymać, wnikając do jej umysłu. To co tam zobaczyłam... Raven, Isabelle kiedyś była sobą, ale owładnęły ją siły ciemności. To dlatego została wydalona. Zagrozili mi, że jeśli komukolwiek o tym opowiem, również zostanę wyrzucona. Dlatego nikomu nie możesz o tym powiedzieć, rozumiesz? Boję się, że nawet mówiąc ci to wszystko mogę wylecieć... Ale po tym liście nie mogę cię trzymać dłużej w nieświadomości. Nie możesz iść na to spotkanie, rozumiesz? Ona na pewno nie ma dobrych zamiarów.
Bez słowa wstałam i wyszłam.
Ten dzień mogę oficjalnie nazwać jednym z najgorszych w moim życiu.
By Julire
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz