niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 2: Stąpać po cienkim lodzie

Perspektywa Raven (by Julie):

- Rusz się, Blake! - wrzasnął trener Stohl, utrudniając mi tylko życie.
Przeczołganie pod siatką, pełną ohydnych robali, przeskakiwanie nad kałużami błota, wspinaczka na ściankę i zeskok wprost do stawu. Uważałam, że daję sobie z tym świetnie radę, jednak najwidoczniej trener był innego zdania. Odważylam się zerknąć do tyłu, na moich rywali i prawie nie wybuchnęłam śmiechem. Mało kto z nich potrafił za mną nadążyć, a co dopiero przejść tor lepiej i sprawniej. Trener dobrze o tym wiedział, bo posłał mi rozbawione spojrzenie. Zaraz jednak wrzasnął, żebym ruszyła swoje cztery litery, bo tworzę kolejkę. Ach, kochany trener Stohl. Dobiegłam do mety i uniosłam w górę czerwoną flagę z herbem Akademii Timore. Błysnął flesz aparatu, a więc z zadowoleniem odłożyłam flagę z powrotem na miejsce i ruszyłam jak najszybciej do łaźni. Marzyłam, żeby zrzucić z siebie te zabłocone ciuchy i przebrać w wygodną piżamkę.
Pod prysznicem zmyłam z siebie całe błoto i kilka zabłąkanych glizd, a także niezwykłą ilość trawy, która zaplątała mi się we włosy. Nienawidziłam treningów, ale jednocześnie bardzo je kochałam. Być może dlatego, że to zawsze ja wygrywałam i choć raz czułam się lepsza od Cassidy, największej wredoty jaką kiedykolwiek znaliście. Była moją główną rywalką, jeśli chodzi o rolę Izydy. To ona miała lepsze oceny, więcej przyjaciół i każdy w szkole ją znał. Jednak to ja miałam lepsze wyniki podczas egzaminów, treningi zawsze kończyłam jako pierwsza ze świetnym czasem, a panowanie nad magią miałam po prostu we krwi. Szczególnie kochałam magię księżyca, uwielbiałam wymykać się po zmroku i bawić się roślinami oraz gwiazdami. Nikomu nie mówiłam o swoich wyprawach, nawet mojej bliskiej przyjaciółce, Cath. Wiedziałam, że może chcieć kiedyś ze mną wyjść, albo uzna, że coś mi grozi i komuś naskarży. Jako kandydatka na miejsce Dżehuti była bardzo zamknięta w sobie, ale dzięki temu naprawdę mnóstwo wiedziała, całe swoje dnie spędzała w bibliotece na wyszukiwaniu nowych informacji o Akademii lub o bogach. Dobrze wiedziałam, czego tak naprawdę szuka: szansy na wyplątanie się z tej całej trudnej sytuacji. Nienawidziła myśli, że może zostać boginią i starała się zrobić wszystko, by wypadać jak najgorzej na egzaminach. Niestety, możliwość utracenia wspomnień i prawdziwego "ja" była równie mało kusząca. Dlatego Cath starała się mieć jak najlepsze oceny. Chętnie pomagała mi również planować zemstę, tak jak ostatnio na Cassidy, gdy ta rozpuściła pewną bardzo nie fajną  plotkę. Następnego dnia musiała paradować z jedną brwią.
Wyszłam z pod prysznica, wytarłam się ręcznikiem i ruszyłam w kierunku szafy z ubraniami. To był wielki plus Akademii: w łaźniach codziennie wymieniano szafy z ubraniami, pełne modnych ciuchów, ale także w stylu grunge, rockowym a nawet bardzo wzorzystych i neonowych. Ja wybrałam czarne dżinsy, kremową haftowaną bluzeczkę oraz zieloną, dżinsową kurteczkę z licznymi przetarciami i naszytymi ćwiekami. Do tego zwykłe czarne trampki. Gotowa ruszyłam na obiad, i tak jak się spodziewałam, pojawiłam się na nim jako jedna z pierwszych. Cath jak zwykle jeszcze nie było. Kandydatki na Dżehuti nie musiały brać udziału w treningach, ale za to miały o wiele więcej lekcji do odrabiania i zajęć umysłowych, takich jak np. trening czytania w myślach. To również wykańczało, nawet nie wiem czy nie bardziej. Cath niestety zaczynała być coraz lepsza we wnikaniu w umysły, toteż coraz trudniej było ją okłamać.
Dziś na obiad było pożywne puree z marchwi oraz dwa wielkie kotlety drobiowe dla każdego. Gdy jadłam, zauważyłam nieznajomą twarz, siedzącą przy stoliku w najdalszym kącie sali. Był to dość przystojny chłopak, wyglądał na również 17 lat, jednak nigdy wcześniej go tu nie widziałam. Czy to kolejny przypadek Serae? Nazywaliśmy tak osoby, które zostały uznawane za kandydatów znacznie później niż normalnie. Najczęściej nie byli to kandydaci na tak ważnych bogów jak np. Izyda, Horus czy Re, jednak każdy bóg był potrzebny. Spojrzałam na niego z zainteresowaniem. Dawno nie widziałam Serae, głównie dlatego, że bogowie musieli coraz bardziej się spieszyć z wyborem kandydatów i Akademia wprost pękała w szwach od uczniów. Sarae mieli pecha już od zarania dziejów. A tu proszę: o ile się nie myliłam, nagle pojawił się Sarae, który musiał mieć coś w sobie, żeby go tu przyjęto.
Nagle chłopak wstał i... podszedł do mojego stolika. Zmarszczyłam brwi. Czyżby zauważył, że się mu przyglądałam?
- Słuchaj, jeśli chciałaś poprosić o numer, wystarczyło podejść - uśmiechnął się arogancko.
Zacisnęłam pięści. No cóż, teraz już zdecydowanie stracił w moich oczach.
- Nie miałam zamiaru. Po prostu we włosach miałeś jakiegoś zielonego robala - posyłałam mu spojrzenie, które może zabijać.
Chłopak zaczął strząsać ze swoich włosów nieistniejącego robaka, śmiesznie przy tym podskakując. Powstrzymałam chichot, jednak chwilę później wybuchnęłam śmiechem. Utrzeć nosa Sarae? Misja wykonana!
- Bardzo śmieszne - burknął, na wszelki wypadek jednak trapiąc się w okolicach karku.
- Jak się nazywasz, Sarae? - uśmiechnęłam się ironicznie, gdy usiadł naprzeciwko mnie.
- Sarae? To jakieś łacińskie przekleństwo? - zapytał, mimo, że myślałam, że żartuje, po chwili zrozumiałam swój błąd.
On naprawdę nie wiedział o co mi chodzi. Czyli był bardzo niedoświadczonym Sarae, co również rzadko się zdarzało. Zazwyczaj pomniejsi Bożkowie wyjaśniali im wszystkie zasady rządzące się naszym światem, bo mieli naprawdę wiele do nadrobienia. Właśnie dlatego rzadko zdarzało się, że Sarae zostawali bogami. Tak właściwie to było chyba tylko kilka przypadków w historii.
Widząc moją minę, westchnął i podał mi rękę.
- Thomas. Thomas Levithan. Kandydat na Horusa - uśmiechnął się szeroko.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Na Horusa? Ten arogancki tchórz ma kandydować na samego HORUSA? Miałam więc nadzieję, że jest równie beznadziejny, na jakiego wygląda.
Moja mina musiała być naprawdę powątpiewająca, bo westchnął i wykonał dziwny ruch ręką. Krzesło obok mnie na chwilę uniosło się w górę, a potem opadło na podłogę z cichym stuknięciem.
- To, że potrafisz podnosić obiekty nic nie znaczy - mruknęłam, jednak z przerażeniem zdałam sobie sprawę, co to wszystko oznacza.
Musiałam natychmiast znaleźć Cath i powiedzieć jej o spotkaniu z Thomasem. Jeśli on NAPRAWDĘ jest Sarae, który kandyduje na Horusa, przepowiednia zacznie się sprawdzać. A wtedy będzie z nami naprawdę niedobrze... Dokończyłam szybko kotleta i wstałam szybko od stołu.
- Hej, czekaj, a ty jak się nazywasz? - zawołał za mną.
Odpowiedziałam pierwszym nazwiskiem i imieniem, jakie przyszło mi do głowy.
- Cassidy Clarke, Izyda!
A potem jak najszybciej wybiegłam ze stołówki, w której zaczynało robić się coraz bardziej tłoczno. Podejrzewałam, że Cath znajduje się w bibliotece, jak zwykle zresztą. Po lekcjach wolała tam przyjść i zjeść kanapkę zrobioną na śniadaniu, niż gnieść się w jadalni. Ja zazwyczaj bardzo szybko kończyłam treningi, więc mogłam porządnie najeść się, bez wysłuchiwania plotek i kolejnych planów zemsty.
Otworzyłam najcięższe drzwi jakie kiedykolwiek miałam okazję otwierać - i weszłam do środka biblioteki. Mieliśmy tu naprawdę mnóstwo starych ksiąg, zwojów papirusu, a także rozlatujących się notatek lub esejów absolwentów Akademii. Przy biurku na środku ogromnego pomieszczenia siedziała panna Yrthyn, szkolna bibliotekarka, czyli cudowna kobieta, która była obdarzona Wzrokiem - czyli po prostu mogła widzieć magię i bogów, jednak sama nie miała mocy ani nie była spokrewniona z bogami. Podeszłam do niej i uśmiechnęłam się najszerzej jak tylko mogłam.
- Witam, panno Yrthyn. Była tu może Cath? - spytałam uroczo.
- Jasne, siedzi w dziale Mitów. Pozdrów ją ode mnie!
Ruszyłam szybkim krokiem w stronę działu Mitów. Cath nie dało się przeoczyć - miała wyschniętą skórę, duże okulary kujonki w czarnych oprawkach i zawsze perfekcyjnie pomalowane na czerwono usta. W dodatku zawsze ubierała się w krótkie czarne spódniczki i kolorowe bluzki. Uśmiechnęłam się do niej, gdy zobaczyłam z jakim zapałem czyta jakąś ogromną księgę.
- Hej Cath! - zawołałam i przysiadłam się obok niej - Co czytasz?
- Mitologia Egipska według Śmiertelników. Całkiem ciekawe, np. wiedziałaś, że sądzą, iż Piramida Cheopsa to grobowiec? Są naprawdę śmieszni!
- Dotychczas ty też tak uważałaś - odparłam, na co przewróciła teatralnie oczami i spojrzała na mnie wyczekująco.
- Wiem, że przyszłaś bo masz jakąś sprawę. Zazwyczaj właśnie leżysz w łóżku i umierasz na wieść o nadchodzącej lekcji Hieroglifów - zauważyła.
- Masz rację... Słuchaj, opowiadałaś mi ostatnio o przepowiedni... W której pojawia się tajemniczy kandydat na Horusa...
- ... który jest Sarae. Tak, wiem. Sama jednak przyznałaś, że to kolejna fikcyjna przepowiednia - zamknęła swoją grubą księgę i poszła odłożyć ją na miejsce.
Ruszyłam za nią, niezadowolona, że wcześniej wyśmiałam tą przepowiednię.
- Jednak dzisiaj coś się zmieniło... Poznałam chłopaka, Thomasa. Ewidentnie wyglądał na Sarae, a później powiedział, że kandyduje na Horusa...
Cath odwróciła się w moją stronę i spojrzała z uniesioną lewą brwią.
- Pewnie chciał się tylko popisać. Zresztą, to nie koniecznie musiał być Sarae, teraz jest tu tyle ludzi, że nie da się zapamiętać wszystkich twarzy!
Pokręciłam głową i lekko oparłam się o półkę, gdy moja przyjaciółka zaczęła przeglądać kolejną księgę, teraz znacznie bardziej pokrytą kurzem.
- Jestem pewna, że nigdy wcześniej go tu nie było. Po za tym... pokazał mi próbkę swoich mocy. Podniósł do góry krzesło, a potem delikatnie je odstawił. Jeśli to nowicjusz, mało który potrafi posługiwać się magią telekinezy lub wiatru w taki sposób. Wiesz przecież o roztrzaskanych krzesłach w sali ćwiczeń - zauważyłam, licząc na poparcie.
Cath  westchnęła i przejechała dłonią po twarzy. Przekręciła głowę o 50 stopni, żeby spojrzeć na mnie jej słynnym wzrokiem, który przenikał przez umysł. Przewróciłam oczami, gdy poczułam, jak grzebie w moich wspomnieniach, żeby sama mogła zobaczyć, jak wyglądał Thomas, a także jak podniósł krzesło.
- Całkiem przystojny - uśmiechnęła się.
Prychnęłam zirytowana jej zachowaniem. Nagle zaczęła chichotać, no tak, doszła do wspomnienia, gdy przestraszył się nieistniejącego robaka. Aż wreszcie doszła do wspomnienia krzesła. Skinęła lekko głową, aż wreszcie poczułam, jak opuszcza mój umysł. Nienawidziłam, kiedy to robiła. Na szczęście dla niej, sama pozwalałam jej często wnikać w moje myśli, bo nie miałam przed nią nic do ukrycia. Gorzej było, gdy próbowałam ją okłamać lub wcisnąć jakąś nieprawdziwą historyjkę i próbowałam się opierać. Cath, jako jedna z najsilniejszych kandydatek na Dżehuti, odznaczała się niezwykłą determinacją w takich sprawach.
- Masz rację, wygląda na Sarae już na pierwszy rzut oka. Ale ten jego "niezwykły" popis z krzesłem nic nie znaczy. Poobserwujmy go i wtedy będziemy mogły podjąć jakąś decyzję. Jeżeli to naprawdę on, będziemy miały kłopoty. Ba, ty będziesz miała kłopoty! - aż cicho pisnęła.
Dobra, teraz jeszcze bardziej się zirytowałam. Nie rozumiałam o co jej chodzi. Ja? Jakie kłopoty? No cóż, jego przybycie oznaczało kłopoty dla wszystkich bogów i kandydatów na nich, ale...
- Raven. Posłuchaj mnie, przepowiednia mówi jeszcze o kimś. Ty jednak tak ją wyśmiałaś, że nie dałaś mi dojść do słowa. Zresztą, najlepiej sama ją przeczytaj.
Wręczyła mi opasłą księgę,  pod której ciężarem o mało co się nie przewróciłam.
- Strona 589 - poinstruowała mnie.
Odstawiłam cegłę na stolik i przewertowałam ją w poszukiwaniu tej strony. Strona 578, 579, 583...
- Okej, a teraz przeczytaj ten drobny tekst na środku - mruknęła cicho.
- Przodek absolwenta, Sarae i Datus Horusa, siły ciemności obudzić zdoła. Czwórka datusów zniszczyć ją podoła, niosąc największą ofiarę w dziejach świata. Wojowniczka Izydy, Rywal Sarae, Budzący Ciemność oraz Władający Czasem. Równowagę zachowując. Nim święto śmierci zbierze żniwo bogów. 
Spojrzałam przestraszona na Cath, która stała spokojnie i obserwowała moją reakcję.
- Raven, to oczywiste, że "Wojowniczka Izydy" odnosi się do ciebie. Która inna kandydatka na Izydę walczy tak dobrze jak ty, nie przejmuje się wyglądem i nienawidzi sukienek? W dodatku żadna z nich nie potrafi dowalić ciętą ripostą. "Budzący Ciemność" na pewno odnosi się do tego... Thomasa. Co do dwóch pozostałych mam podejrzenia, ale nie jestem w stanie dokładnie podać ci nazwisk.
Zamrugałam, wpatrując się w Cath jakby po raz pierwszy w życiu. Dopiero w tamtej chwili zrozumiałam, że ona naprawdę zawsze we mnie wierzyła, no i jest piekielnie inteligentna.
Kiwnęłam głową. To co mówiła miało sens, mimo, że nie było zbyt miłą wiadomością. Westchnęłam, gdy zobaczyłam jak wyrywa kartkę z przepowiednią.
Widząc moje zdziwione spojrzenie, wzruszyła ramionami.
- No co, raz na jakiś czas mogę zrobić coś niebezpiecznego?
Parsknęłam śmiechem. Jej pojęcie niebezpieczeństwa było zupełnie inne niż moje.
- Więc, obserwujemy Thomasa, a gdy będziemy pewne, że przepowiednia się sprawdza... powiemy mu o tym? - zapytałam niepewnie.
Cath pokręciła głową.
- Zobaczymy, czy jest wystarczająco... silny i inteligentny, by móc powierzyć mu taką tajemnicę. Powinnyśmy powiadomić dyrektora. Ty go obserwuj, ja będę starała się rozgryźć, kim są dwie pozostałe osoby. Szkoda, że nie ma wśród nich mnie, z chęcią bym ci pomagała - uśmiechnęła się smutno.

***

Nie mogłam zasnąć. Przewrót na lewy bok, zwinięcie się w embrion. Nic. Wyobrażanie sobie, że przepowiednia to jakiś chory wymysł jej autora. Nic. Głupie wyobrażenia miłości mojego życia. Nic. W końcu stwierdziłam, że nie ma to sensu i wymknęłam się ze swojej sypialni. Ruszyłam na dziedziniec Akademii, a później na małą polankę niedaleko szkoły. Idąc, wyobrażałam sobie, że jestem zwyczajną nastolatką i nie muszę się martwić o jakąś głupią przepowiednię. Niestety, byłam tym kim byłam - kandydatką na boginię. Ale super...
Dotarłam na polankę i zamarłam. Na wyciętym pniu drzewa, dotychczas moim miejscu, siedział jakiś chłopak. Księżyc sprawiał, że jego blond włosy wydawały się błyszczeć. Postanowiłam, że nie chcę z nikim rozmawiać, więc się wycofam. Nagle usłyszałam trzask łamanej gałęzi i zorientowałam się, że to byłam ja, a chłopak na pewno to usłyszał. Miałam rację. Intruz odwrócił się i spojrzał prosto na mnie, z lekkim, ironicznym uśmieszkiem.
- Wiem, że to twoje miejsce, ale tym razem ja chcialbym sobie tu posiedzieć - mruknął. 
Skrzyżowałam ramiona na piersi. Skąd on niby wie, że często tu przychodzę? I kim jest? Chodzi do Akademii?
- Nazywam się Jason, musisz mnie kojarzyć jako kandydata na Thota. Dużo ze sobą nie rozmawiamy, raz tylko przywaliłaś mi w nos, gdy powiedziałem coś o twojej tylnej części ciała - parsknął śmiechem, jakby to było miłe wspomnienie.
Ja jednak, gdy wreszcie skojarzyłam już tego gościa, wcale nie myślałam o tym jak o miłym, radosnym wspomnieniu.
Jason  Nover, największy dupek w całej szkole. Syn Thota, a więc miał na głowie naprawdę dużo spraw do kontrolowania. Wiedziałam tylko, że chodził z wieloma dziewczynami i rzucał je dla jeszcze większej ilości dziewczyn. Krążyły nawet legendy, że ciąży na nim jakaś klątwa. Wątpiłam w to, szczerze, po prostu kochał rozkochiwać i porzucać. Taki z niego wredny typ. 
Kiedyś powiedział, że mam świetny tyłek, już chciał dodać coś znacznie gorszego, ale mój prawy sierpowy zderzył się z jego nosem. Czerwony strumień krwi dodawał mu tylko uroku, tak przynajmniej uznała Cath.
Spojrzałam mu w oczy w stylu "Fajna rozmowa, a teraz idź". Niestety, on dopiero się rozkręcał.
- Kiedyś potrzebowałem miejsca, żeby pomyśleć i trafiłem tutaj. Zobaczyłem, że siedzisz na tym pniu i wpatrujesz się w gwiazdy. A potem zaczęłaś robić coś rękami, twoje ubranie zaczęło błyszczeć. Myślałem, że zaraz odlecisz, tak jak w tych głupich filmach śmiertelników. Ale nie, odchyliłaś głowę do tyłu. Spojrzałem w gwiazdy, które formowały dziwne konstelacje. Jakby do ciebie przemawiały... - wstał i podszedł szybko do mnie. Zbyt blisko.
- Wiedziałem już, że jesteś naprawdę silna. Powiedz, rozmawiałaś z gwiazdami? Podobno opowiadają przeszłość... i przyszłość - mrugnął do mnie, jednak ja nie nabrałam się na te sztuczki.
Zwyczajnie chciał dowiedzieć się, jak jestem silna i czy w razie czego da się mnie pokonać. Miałam ochotę skłamać, powiedzieć, że znam przyszłość, ale to było kłamstwo. Nie byłam AŻ tak silna. Gwiazdy opowiadały mi o wojnach, niesamowitych historiach miłosnych, ale nie chciały zdradzać mi, co się wydarzy. Czułam, że na coś czekały. Aż będę gotowa poznać straszną przyszłość. Teraz, gdy Cath pokazała mi przepowiednię, byłam niemal pewna, że ma to z nią związek. 
- Tak. Nie. Nie wiem. Słuchaj, naprawdę nie chcę dzielić swojego ulubionego miejsca z TOBĄ. Na pewno jakaś dziewczyna chętnie przygarnie cię do pokoju - warknęłam, lekko się cofając. 
Naruszał nie tylko spokój mojej polanki, ale również moją przestrzeń prywatną. Tego nienawidziłam. 
- Jesteśmy do siebie podobni, tylko musisz to zauważyć - syknął - Też nie obchodzi mnie, co ludzie o mnie mówią. Bo o tobie mówią naprawdę dużo. Że jesteś potężna, ale w środku tak naprawdę słaba. Uważaj na swoich wrogów.
Odchodząc, uderzył mnie bardzo mocno w ramię. Prychnęłam wściekle i wstawałam, gdy nagle zakręciło mi się w głowie i teraz już leżałam na wznak na mokrej od rosy ziemi. Przed oczami pojawiły mi się czarne plamy.
- Corvuso, nie mamy dużo czasu. Musisz jak najszybciej wrócić do Akademii. To już się zaczęło. Musisz jak najlepiej wyszkolić Sarae, aby był gotowy na wyprawę. Zbierz pozostałą dwójkę i wyruszajcie. Nie ufajcie dyrektorowi Akademii... Informujcie Hel... 
Zapadła ciemność. Gdy otworzyłam oczy wciąż leżałam na ziemi, ale słońce powoli wschodziło. Jęknęłam obolała, ale nagle wstąpiły we mnie siły, bo pognałam do Akademii. 
Nie budziło moich wątpliwości, kto się ze mną porozumiał.
Izyda. Ostrzegała mnie - Corvus-kruka. A to znaczyło, że zagrożenie jest niezwykle blisko. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz